Spór, którego nie ma
Ratować upadające podmioty gospodarcze czy nie ratować? To pytanie od dobrych 100 lat stanowi jedną z kluczowych osi ekonomicznego sporu. A może jest to dylemat – w gruncie rzeczy – pozorny?
Obozy przeciwników mamy zarysowane tak wyraźnie, jak tylko się da. Z jednej strony barykady stoją ekonomiczni konserwatyści. Argumentują, że kryzys jest jak gorączka. Męczy i doskwiera, ale ma także działanie ozdrowieńcze. Pomaga oczyścić organizm z tego, co powoduje chorobę. Podobnie w kryzysie. Może i wiele firm się wyłoży, może niejeden pójdzie z torbami. Ale, powiadają konserwatyści, tak będzie lepiej. Oczyści to system z najsłabszych i niewytrzymujących konkurencji elementów. A efektem będzie wzrost ogólnej produktywności, bo w grze zostaną najsilniejsi.


