Niespieszne duszenie Kuby
Czy reżim w Hawanie jest następny na liście celów Donalda Trumpa? Amerykańskie media spekulują, że tego chciałby sekretarz stanu Marco Rubio, tymczasem sytuacja na odizolowanej sankcjami od świata wyspie zaczyna graniczyć z kryzysem humanitarnym

W poniedziałek zatrzęsło się dno morza między północnozachodnią Kubą, Meksykiem a Florydą. Trzęsienie miało magnitudę 6,1 st. w skali Richtera. W odległym o dwie godziny jazdy samochodem od Hawany mieście Pinar del Rio, w zachodniej części wyspy, wybuchła panika. – Ludzie wybiegali na zewnątrz, każdy wystraszony. Nie potrafię nawet tego wyjaśnić. Nie przypominało żadnego trzęsienia ziemi, jakiego doświadczylibyśmy tu wcześniej – opowiadała 44-letnia Yusmila Hernandez reporterom agencji Reuters. Sejsmolodzy potwierdzają: podobnie destrukcyjnych wstrząsów wyspa doświadczyła ostatni raz w 1880 r.
Przez kilka dni, które upłynęły od kataklizmu, nie zgłoszono na wyspie żadnych ofiar ani znaczących zniszczeń. Rzecz w tym, że wyspiarze od dekad nie mieli pieniędzy, żeby remontować czy wzmacniać swoje niszczejące budynki. A na dodatek od kilku miesięcy żyją w stanie zbliżającym się do katastrofy humanitarnej, którą trzęsienie ziemi mogło jedynie pogłębić.
Dramatyczna sytuacja na wyspie
„Restrykcje na dostawy paliw wprowadzone na początku 2026 r. w połączeniu z obecnym zacieśnieniem sankcji bezpośrednio szkodzą Kubańczykom, w szczególności tym najsłabszym. Dzieci umierają, bo lekarze nie mają dostępu do podstawowych artykułów medycznych i lekarstw. To nie do zaakceptowania” – napisał w specjalnym oświadczeniu wydanym na początku tego tygodnia Volker Turk, wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka. „Tak ciężkie sankcje są wbrew podstawowym zasadom międzynarodowych reguł wynikających z praw człowieka. Wzywam do ich natychmiastowego zniesienia” – dodał.

