rozmowa
Państwo nie może promować cwaniactwa
Dziemianowicz-Bąk: Uczciwi przedsiębiorcy nie mają się czego obawiać. Obawiać powinni się ci, którzy przez lata budowali zysk na obchodzeniu kodeksu pracy

Od 8 lipca Państwowa Inspekcja Pracy ma skuteczniej walczyć z fikcyjnymi zleceniami i B2B. Przedsiębiorcy się obawiają, że po zmianie kierownictwa i wejściu w życie reformy PIP stanie się instytucją skrajnie restrykcyjną.
PIP jest od tego, żeby prawo było przestrzegane. Prawo pracy to część polskiego prawa, tak samo ważna jak inne dziedziny. Czy kierowcy mają powody do obaw, kiedy na drogach pojawia się więcej fotoradarów? Ci, którzy przekraczają prędkość i łamią przepisy – tak. Ci, którzy jeżdżą zgodnie z prawem – nie. Dla pieszych i odpowiedzialnych uczestników ruchu oznacza to wyższy poziom bezpieczeństwa, mniej wypadków i śmierci na drogach. Tak samo traktujemy reformę inspekcji. Zdecydowana większość pracodawców to ci, którzy przestrzegają prawa: wypłacają w terminie wynagrodzenia i nadgodziny, oferują etaty tam, gdzie wymaga tego stan faktyczny, szanują prawo do urlopu. Dla nich nic się nie zmieni. Nie mają się czego obawiać. Ewentualna kontrola po prostu potwierdzi legalność ich działań. Ale są też pracodawcy, którzy uznali, że ich metodą na szybki zysk jest obniżanie standardów zatrudnienia. Omijają kodeks pracy, by płacić niższe podatki, móc pozbyć się pracownika z dnia na dzień, nie przejmować się urlopem macierzyńskim. Czerpać z pracy pracowników zyski, ale nie ponosić za nich odpowiedzialności. Oni rzeczywiście mają powody do obaw, bo łamią prawo, krzywdzą pracowników, odbierają im płatny urlop, stabilność zatrudnienia, zdolność kredytową. Ten proceder trzeba ukrócić. Od dzisiaj państwo i jego instytucje będą ukrócać go skuteczniej, stając po stronie osób, których prawa – gwarantowane w konstytucji i ustawach – nie były dotąd przestrzegane.




