Z głową w chmurze
Potencjał unijnych centrów danych jest kilkukrotnie mniejszy niż w przodujących USA i Chinach. UE – a więc i Polska – stoi przed nie lada dylematem: jak zachować zrównoważony rozwój, a przy tym rozwijać tę technologię szybciej niż czołówka, która takich skrupułów nie ma
W 2010 r. w Berkeley zmarł David Blackwell, siódmy Afroamerykanin w historii, który obronił doktorat w USA. Półtorej dekady po śmierci czarnoskóry matematyka, na drugim końcu Zatoki San Francisco, w hrabstwie Santa Clara, hegemon branży półprzewodnikowej Nvidia postanowił go uczcić, nadając jego nazwisko swoim najnowszym procesorom graficznym. Architektura Blackwell, opierająca się na chipach innego giganta, tajwańskiego TSMC, to układy przeznaczone do przeprowadzania wielkoskalowych obliczeń w bardzo szybkim czasie, uczenia generatywnej sztucznej inteligencji (GenAI) oraz do utrzymywania potężnych centrów danych. Do grania na komputerze też, chociaż zamiast składać karty graficzne za parę tysięcy dolarów (ich dostawy właśnie wstrzymano), firma zdecydowanie stawia na produkcję wielkich szaf obliczeniowych za kilka milionów. Takich jak np. NVL72, składającą się z 36 procesorów CPU i aż 72 układów GPU Blackwell. Cena wynosi ok. 3 mln dol. Moc przyłączeniowa jednej takiej maszyny to ok. 120 kW. Dla porównania, starsze zwykłe szafy serwerowe, bazujące na samych jednostkach CPU, mogły pochłonąć maksymalnie ok. 10 kW. W nowoczesnych centrach danych o większej skali może się znajdować kilkaset systemów NVL72, a w największych – kilka tysięcy.

