Jak nie kijem go, to pałką
Konia z rzędem temu, kto nadąży za wyobraźnią twórców projektowanych zmian w prawie podatkowym. Znana biznesowi zasada „jak nie kijem go, to pałką” znowu się zmaterializowała, o ironio równolegle do działań zespołu deregulacyjnego. Dla przypomnienia – efektem pracy rzeszy ekspertów była lista najbardziej dotkliwych dla firm i ograniczających ich rozwój przepisów prawnych, niejednokrotnie sprzecznych ze sobą, a w rezultacie wspierających oddawanie pola Chińczykom i pogrążanie się europejskiej gospodarki w niekonkurencyjności.
Rząd łaskawie, aczkolwiek wybiórczo, zechciał z tej wiedzy skorzystać, ale teraz cała akcja zaczyna przypominać tragifarsę. Gabinet Donalda Tuska zupełnie niezrażony faktem projektowanej eliminacji przepisów ordynacji podatkowej zamierza wprowadzić kolejne restrykcje prawne. Wyczekiwane rozwiązanie w przepisach podatkowych, idące w kierunku przywrócenia racjonalnych terminów przedawnienia zobowiązań podatkowych, może jednym posunięciem zostać zniweczone przez pomysł dochodzenia takich należności, który nakłada na przedsiębiorcę obowiązek naprawienia szkody przez uiszczenie równowartości przedawnionej zaległości podatkowej. A to w związku z szykowanymi zapisami w kodeksie karnym skarbowym.
To inwencja na skalę europejską – sposób, w jaki władza próbuje tak ukształtować przepisy karne, aby swoim działaniem zastępowały usuwane właśnie przepisy prawa podatkowego. Trudno o bardziej spektakularne przyznanie się do niemocy niż założenie z góry możliwości ponownego wydłużania prowadzonych postępowań za pomocą systemu represji karnej. Jest to o tyle zastanawiające, że fiskus już i tak jest wyposażony w bogate instrumentarium dające dostęp do wiedzy o praktycznie wszelkich działaniach podatników. JPK, KSeF, CDRP, e-ORUS, POLTAX, ZISAR, JPK Lunetka, Karta 2, OSINT, DAC7, Aranea, a na tym nie koniec. Baza informacyjna jest też wsparta sprawnym aparatem egzekucyjnym (np. system Ognivo, czyli błyskawiczne odcięcie delikwentowi dostępu do kont). Z menedżerskiego punktu widzenia taki ekosystem to marzenie. Z tym że prywatnemu biznesowi i przedsiębiorcom nikt nie daje komfortu kilku lat na podobne działanie, bo konsekwencje za nieudolność rynkową przychodzą błyskawicznie.
Projektowane zmiany nie poprawiają i tak kruchej relacji między władzą a tymi, którzy swoimi podatkami ją utrzymują. Nowe narzędzia to kolejne restrykcyjne przepisy, jak choćby „zbrodnia VAT-owska”. Eskalacja represji przy tak rozbudowanym zasobie narzędzi cyfrowych (rozwijanych na koszt podatników) nie świadczy o sile, lecz jest widowiskowym przyznaniem się do klęski. Chyba że celem jest pokazanie biznesowi, kto tu rządzi. ©℗
Grażyna Piotrowska-Oliwa
inwestorka, menedżerka




