DEBATA REDAKCYJNA
Frekwencja to wynik komunikowania się
Przyczyną niskiej frekwencji wyborczej jest brak poczucia mieszkańców, że coś od nich zależy - tak brzmi diagnoza postawiona przez uczestników debaty redakcyjnej, która odbyła się 16 września br. w siedzibie Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. Dzięki obecności przedstawicieli trzech grup życia publicznego: naukowców, samorządowców i dziennikarzy udało się określić działania, które można wykonać, aby udział w wyborach był bardziej świadomy.
Jolanta Zientek-Varga (dziennikarka, od początku związana z "Gazetą Samorządu i Administracji", specjalizuje się w zagadnieniach samorządowych i ekologicznych)
Jolanta Zientek-Varga - Witam Państwa na debacie zorganizowanej przez Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej (dalej: FRDL) wspólnie z "Gazetą Samorządu i Administracji" (dalej: GSiA), której tematem przewodnim jest "Co i jak robić, by zwiększyć udział mieszkańców w wyborach samorządowych? Jaki wpływ na poziom frekwencji ma wiarygodność rad?".
Temat naszego spotkania wywodzi się z analizy raportu przygotowanego przez małopolski oddział FRDL, a dotyczy ubiegłorocznych wyborów samorządowych "Co nam powiedziały wybory samorządowe w 2010 roku, 20 lat od wprowadzania reformy samorządowej? Sukces? Porażka? Normalność?" (dalej: raport). To co rzuciło mi się w oczy w trakcie analizy przygotowanego materiału i z czym się zgadzam, to obraz samorządu gminnego, który całkiem dobrze sobie radzi. Oczywiście są pewne niedociągnięcia, które należy poprawiać, i mam nadzieję, że dzisiaj będzie czas na zastanowienie się, co można udoskonalić. Z raportu wyłaniają się trzy niepokojące tendencje, czyli upartyjnienie wyborów, niska frekwencja i trzecie zagrożenie, czyli brak młodych ludzi - zarówno tych kandydujących w wyborach, jak i tych oddających swój głos. Panie prezesie, w jaką stronę powinien zmierzać polski samorząd lokalny, by bardziej angażować mieszkańców?
dr Adam Aduszkiewicz prezes zarządu FRDL
- Podtytuł raportu zawiera pytania o samorząd - Sukces? Porażka? Normalność? Pierwsze wrażenie przy zbieraniu danych do raportu to normalność. Generalnie wszystko jest w porządku, ludzie wybierają władzę wykonawczą, wybierają członków rad, czyli system działa i nie ma o czym pisać w raporcie. Jednak to tylko pierwsze wrażenie. Gdy przyjrzymy się sytuacji bliżej, okazuje się, że jest ona bardziej złożona. Na pewno w ciągu 20 lat udało się utrwalić proces demokratycznych wyborów tak dalece, że wydaje się on dziś czymś oczywistym. Co więcej, ta władza jest dobrze oceniana - czytałem niedawno raport dotyczący zadowolenia mieszkańców z usług świadczonych przez różne szczeble administracji, i najwyżej cenione były instytucje samorządowe. Widać wyraźnie, że te urzędy, które są najbliżej obywatela, mają poczucie zależności od wyborcy i starają się bardziej. Są lepiej przygotowane, lepiej się odnoszą do klientów, ludzie tam lepiej się czują. Być może przekłada się to na inny wniosek naszego raportu, dotyczący stabilności samorządowej władzy wykonawczej. Władza ta zmienia się średnio w 25%, a więc średnia "życia" na stanowisku prezydenta, burmistrza lub wójta to 16 lat. Ale o tym, że mechanizm jest zdrowy, świadczy również jego zdolność do dokonywania zmian. Zbadaliśmy jak to się dzieje, że po 16 latach społeczność lokalna mówi np. pani czy panu wójtowi "wystarczy, czas odejść". Zachęcam do lektury części jakościowej raportu, gdzie znajdują się wywiady z mieszkańcami miejscowości, w których doszło do zmiany.

