Archeolog z przypadku
Historia Kazimierza Michałowskiego to nie tylko opowieść o odkryciach licznych skarbów starożytności, lecz także pieśń pochwalna nauki jako takiej

Na wykopaliskach jako pierwszy pojawił się przedstawiciel argentyńskiego Kongresu Narodowego. Kierującemu pracami prof. Kazimierzowi Michałowskiemu życzył, aby odkrył złoto. Jeszcze tego samego dnia udało im się odnaleźć rozbite fajansowe naczynie, a w nim złote monety z VI i VII w., a także damską biżuterię.
Kilka dni później przyjechał w kolumnie białych cadillaców emir Kataru, który zapragnął obejrzeć w towarzystwie swojego dworu ruiny starożytnej Palmyry. W trakcie wizyty profesor opowiadał gościowi m.in. o tym, co udało się odsłonić polskim archeologom. Pokazał mu również szkatułkę wypełnioną znalezionymi niedawno złotem i kosztownościami.
Po kolejnych paru dniach odbyła się trzecia wizyta. Tym razem w polskim obozie naukowym pojawił się pierwszy premier Indii Jawaharlal Nehru z córką Indirą Gandhi. „Pamiętam – pisał Michałowski po latach – że w przeddzień zapowiedzianej wizyty moja żona powiedziała fotografowi misji, panu Henrykowi Romanowskiemu, że nie będzie chciała go znać, jeśli nie uda mu się zrobić naszego zdjęcia z Nehru”. Ostatecznie udało się sfotografować całą czwórkę, czyli premiera z córką oraz małżeństwo Michałowskich, jak w jednym z grobowców oglądają złoty skarb. Ale nie on wzbudził największy podziw gości z Indii. „Nehru interesował się bardzo organizacją naszych wykopalisk; oboje wyrażali słowa podziwu, że potrafiliśmy tak szybko po potwornych zniszczeniach wojennych znów stanąć w szeregach innych krajów o długiej tradycji badań i poszukiwań naukowych”.

