Jak się zwinąć odpowiedzialnie
Zamiast snuć marzenia o pozycji globalnego lidera AI, powinniśmy przygotować państwo na rzeczywistość po 2030 r., kiedy zaczniemy w pełni doświadczać skutków kryzysu demograficznego

Od początku było dla mnie jasne, że ogłoszona przez premiera Donalda Tuska strategia gospodarcza rządu to głównie element kampanii przed wyborami prezydenckimi, a „memiczna” konferencja z prezesem Google’a Sundarem Pichaiem tylko to potwierdziła. Notowania koalicji się pogarszają, rośnie za to poparcie dla Konfederacji i Sławomira Mentzena, którego wyborcy najprawdopodobniej rozstrzygną wynik II tury rywalizacji między Rafałem Trzaskowskim a Karolem Nawrockim. Trzeba było więc już dziś puścić oko do tego elektoratu.
Dlatego zdziwiło mnie zatrzęsienie analiz na temat wystąpienia szefa rządu, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie liczne zapowiedzi Tuska z przeszłości. Wystarczy wspomnieć choćby o tzw. planie Boniego, który istniał głównie w umysłach jego twórców i komentatorów. Choć moja opinia o sprawczości gabinetu Mateusza Morawieckiego jest krytyczna, to jego Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju przez kilkanaście miesięcy była przynajmniej traktowana jako realny, poważny dokument. Nieustannie dziwi mnie to, jak łatwo dajemy się nabierać na te polityczno-kampanijne sztuczki. Kiedy czytam wypowiedzi rozentuzjazmowanych naukowców, że oto premier dostrzegł, jak ważne są inwestycje w badania, odczuwam konfuzję. Kilka miesięcy temu, kiedy przyjmowano budżet ograniczający realne wydatki na naukę, władza tego nie rozumiała? Potrzebowała kampanii, by doznać olśnienia, że to nasz priorytet? Na miejscu niektórych naukowców zastanowiłbym się dziesięć razy, zanim dałbym się wykorzystać premierowi do akcji wizerunkowej, z której i tak nic nie wyjdzie. Przez ostatnie kilkanaście lat Donald Tusk wiele razy cynicznie wykorzystał dobre intencje różnych środowisk. Robienie sobie złudzeń, że teraz będzie inaczej, wydaje mi się, delikatnie mówiąc, naiwnością.

