Projekt Manhattan czasów Trumpa
Kierowana przez Elona Muska operacja okrajania federalnej administracji na razie przyniosła więcej chaosu niż oszczędności, a na jego ekipę ściągnęła oskarżenia o wrogie przejęcie Ameryki z namaszczeniem demokratycznie wybranego prezydenta

Ten dzień opisuje się jako „walentynkową masakrę”. Tydzień temu na skrzynki mailowe ponad tysiąca pracowników Departamentu Energii przyszło powiadomienie: „Twoje dalsze zatrudnienie nie leży w interesie publicznym. Dlatego z dniem dzisiejszym usuwamy cię ze stanowiska i federalnej służby cywilnej”. Dostęp do poczty odcięto adresatom tak szybko, że niektórzy nie zdążyli przeczytać wiadomości. Inni nawet jej nie dostali – usłyszeli tylko, że mają uprzątnąć biurka, a listu potwierdzającego likwidację ich etatu spodziewać się od listonosza. Przełożeni odchudzanych jednostek skarżyli się potem dziennikarzom, że ekipa Elona Muska, która z błogosławieństwem prezydenta steruje okrajaniem administracji, kazała im uzasadnić wszystkie rekrutacje przeprowadzone w ostatnich dwóch latach. Z każdej nowej osoby musieli się wytłumaczyć w 200 znakach.
Wbrew zapewnieniom, że redukcje obejmą głównie urzędników wykonujących papierkową robotę, na listę zwolnień trafiło np. kilkunastu inżynierów zajmujących się czyszczeniem radioaktywnych odpadów z dawnego zakładu produkcji plutonu w Hanford, reliktu zimnej wojny, który po 50 latach od zamknięcia wciąż odciska swoje piętno na środowisku i zdrowiu okolicznych mieszkańców. Kolejne setki ludzi zwolniono z agencji zarządzających sieciami energetycznymi na zachodzie kraju. Największe oburzenie wywołało wręczenie wypowiedzenia 325 pracownikom Narodowej Administracji Bezpieczeństwa Nuklearnego, która odpowiada za utrzymanie głowic jądrowych i produkcję nowej broni, a także nadzoruje laboratoria prowadzące badania nad energetyką atomową (w tym słynny ośrodek w Los Alamos). Sprawa wywołała tak zmasowaną krytykę, że jeszcze tego samego dnia większość zwolnień cofnięto. Nieoficjalnie mówiono, że kierownictwo zainstalowane w Departamencie Energii przez Donalda Trumpa nie wiedziało, na czym polega rola specjalistów, których chciało się pozbyć.

