Wielki Step upomina się o swoje
Kłopoty Rosji w wojnie z Ukrainą, pozornie drobne złośliwości prezydenta Kazachstanu pod adresem Putina oraz rosnąca przewaga i aspiracje Chin w Azji to koherentne sygnały wskazujące na bliski koniec parowiekowej rosyjskiej hegemonii nad Wielkim Stepem

Naszą uwagę przyciąga dzisiaj głównie południowo-wschodnia część Azji, nazywana często Indo-Pacyfikiem, bo to tam mieszka lwia część populacji globu, tam wytwarza się dzisiaj większość światowego PKB. Tam też tykają przeróżne bomby, grożące regionalnym lub nawet globalnym kataklizmem. Tymczasem w cieniu procesów dziejących się w tej morsko-wyspiarskiej części świata tempa nabiera przebudowa relacji w gigantycznej, śródlądowej przestrzeni zwanej niekiedy Wielkim Stepem. Współcześnie rzadko jest ona postrzegana jako geostrategiczna całość. Bywała nią w przeszłości, potem jednak rozpadła się na różne podstrefy, a jednocześnie stała się kolonialnym łupem imperium rosyjskiego i – w gruncie rzeczy – jednym z głównych fundamentów jego istnienia. Teraz, gdy Rosja ewidentnie słabnie, przychodzi pora na intelektualne i polityczne przygotowania do wielkiej zmiany. Niektórzy z graczy przeszli już od rozważań do realizacji dobrze przygotowanych strategii.
Dziedzictwo Czyngis-chana
Chodzi o pas ciągnący się od Mandżurii, źródeł Amuru i gór Chinganu przez terytoria dzisiejszej Mongolii i Kazachstanu, ziemie w dolnym biegu Wołgi i Donu, aż po Krym, ujście Dunaju i Podole. W jego obrębie powstawały i rozkwitały ekspansywne cywilizacje – z aułów pradawnych koczowników wyrosły plemiona Hunów, Bułgarów i Chazarów, a wreszcie imperium Mongołów. Z perspektywy dawnych Europejczyków, Persów, Hindusów i Chińczyków mongolscy agresorzy przybywali z krańców świata. Dla ludów Wielkiego Stepu to my byliśmy peryferiami zdatnymi najwyżej do podboju i eksploatacji.


