Wojna już się rozlewa
Ukraińcy uważają, że rosyjskie problemy na froncie mogą popchnąć Putina do próby ucieczki do przodu i zaatakowania państw bałtyckich

Uczniowie dziewiątych klas 26 maja zdawali egzaminy z języka łotewskiego. 1350 z nich będzie musiało podejść do nich ponownie. Nie ze względu na złe wyniki – egzaminy przerwał alarm ostrzegający przed ukraińskimi dronami, które mogły zboczyć z kursu wskutek działania rosyjskiej broni radioelektronicznej. Zaawansowana technologicznie wojna rosyjsko-ukraińska już zaczyna się rozlewać na państwa ościenne.
I widać tego pierwsze efekty polityczne. Na początku maja przez incydent z bezzałogowcami upadł łotewski rząd. Poszło o przeoczenie przez siły powietrzne ukraińskich dronów, które zboczyły z kursu i spadły na terenie zbiorników ropy naftowej pod Rzeżycą. Głównodowodzący łotewskiej armii gen. Kaspars Pudāns przyznał, że systemy nie wykryły jednego z bezzałogowców. W konsekwencji do dymisji podał się minister obrony Andris Sprūds, a w ślad za nim upadła koalicja premier Eviki Siliņi.
Rozmawiałem wtedy ze Sprūdsem. – To Rosja ponosi odpowiedzialność za ten incydent. Kontynuuje ataki na Ukrainę, a kontrataki zakłóca za pomocą narzędzi walki elektronicznej, które wpływają na trajektorię ukraińskich dronów – przekonywał. – Nie możemy całkiem uniknąć podobnych zdarzeń, choć nasze siły zbrojne robią wszystko, co w ich mocy, by im zapobiegać. Zdarzały się one zresztą także w innych państwach regionu – dodawał. Sprūds oświadczył zarazem, że Kijów „ma prawo razić legalne cele w Rosji”. – Ukraina ma prawo do obrony własnej, realizowanej także poprzez ataki na terenie Rosji – powiedział. Minister zaprzeczył przy tym, by Kijów korzystał z łotewskiej przestrzeni powietrznej, o co Łotyszy oskarża Kreml.


