Płytkie groby, wysokie panteony
Historia jest zakopana w płytkich grobach. Zawsze leży bliżej powierzchni, niż nam się wydaje. Wystarczy ustawa, głupie przemówienie lub pomnik (albo jego brak), by spod warstwy bieżących wydarzeń wydobyły się kości i gniew. Reguła jest niezmienna; niezałatwione sprawy zawsze wypłyną, a trupów w szafie nie da się przykryć „myśleniem o przyszłości”.
Kolejną odsłoną polsko-ukraińskiego sporu, który daleko wykracza poza historię, jest uchwalenie ustawy o panteonie narodowym. Ma on powstać w Kijowie, pokazywać ciągłość państwowości „od Rusi do dziś” i scalać społeczeństwo wokół wspólnej historii. A tak naprawdę wokół rządzących Ukrainą polityków. Widać wyraźnie, że historia jest tutaj jedynie wykorzystywana do antagonizowania. Celem jest osiągnięcie wewnętrznych korzyści, takich jak wzrost poparcia m.in. wśród wojskowych czy nacjonalistów, co w rezultacie ma skonsolidować społeczeństwo wokół prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego środowiska szykujących się do wyborów. Nie dać się zinstrumentalizować, ale i nie pozostać bezczynnym, jest bardzo trudno.




