Pokora rozwojowa
Nazwijmy ją Aleksandrą. Ma pięćdziesiąt kilka lat. Dla wielu to guru branży mediowej. W swojej korporacji jest odpowiedzialna za rynki całej Europy Środkowo-Wschodniej. Pracuje po kilkanaście godzin dziennie, bywa że przez sześć dni w tygodniu. Siłą rzeczy jest bardzo trudno umówić się z nią na kolejną sesję coachingową. Jednocześnie z radosną niecierpliwością czekam na kolejne spotkania. Z pewnością jest bardzo interesującym umysłem i empatycznym człowiekiem. Ma unikalne doświadczenie zawodowe i rozległe życiowe. W branży zna "wszystkich świętych". Ale nie to jawi mi się jako najbardziej w niej atrakcyjne. Aleksandra jest pokorna, a może lepiej powiedzieć przejawia coś, co nazywam na mój własny użytek: pokorą rozwojową. U niej przejawia się ona między innymi odrabianiem zadań domowych, czasem złożonych, na przykład związanych z samoobserwacją na kolejnych spotkaniach z jej globalnymi partnerami. W trakcie naszych sesji zwykle bardzo uważnie słucha. Oddaje swoją uważność wspólnej pracy, aby się świadomie zgodzić, polemizować czy zadać uszczegóławiające pytania. Jest autentyczna. Zwykle nie reaguje obronnie na informacje, które są trudne, nawet jeśli są wyzwaniem czy kwestionują niejako jej ścieżkę i styl zarządzania.


