Czy czeka nas koniec świata klasycznego HRM?
Od kilku lat działania HRM większości przedsiębiorstw skupiają się na ograniczeniu negatywnych skutków kolejnych fal kryzysu. Pomimo deklarowanych przez większość firm długofalowych strategii i polityk HRM w praktyce ich działania koncentrują się na doraźnym ograniczaniu kosztów personalnych i poziomów zatrudnienia, redystrybucji zadań oraz podtrzymaniu motywacji odchudzonych zespołów i pozyskiwaniu talentów.
Wspólną cechą antykryzysowych recept jest przekonanie, że mamy do czynienia z przejściowym odchyleniem od normy, które wymaga jedynie działań gwarantujących powrót do normalności rozumianej jako zachowanie status quo. W praktyce skutkuje to często doraźną redukcją kosztów, uzyskaną poprzez niskobudżetowy nabór, pośpieszne promocje nie w pełni przygotowanych pracowników i realizację zadań przez rzesze czasowych najemników. Pozwala to przekazywać centralom raporty o oszczędnościach i natychmiastowej poprawie wyników, a jedynie z rzadka pada pytanie o skutki dla ciągłości biznesu i przyszłość tak konstruowanych zespołów. W tych uwarunkowaniach dział HR tworzy i wdraża plany szybkiego motywowania (ograniczonym kosztem) skleconych ad hoc zespołów. Z braku środków i czasu przekształcenie tego pospolitego ruszenia w zgrane zespoły i ich rozwój wiele firm pozostawia na czasy prosperity spodziewanej po ustaniu kryzysu.

