Reforma PIP: remedium na nadużycia czy przepis na chaos?
W Sejmie rozpoczęły się prace nad rządowym projektem reformy Państwowej Inspekcji Pracy, która ma dać inspektorom narzędzia do skuteczniejszej walki z nadużywaniem umów cywilnoprawnych – w tym „pozornych” zleceń i kontraktów B2B. Chociaż rząd podkreśla, że rozwiązanie to ma uporządkować rynek pracy i wypełnić zobowiązania wynikające z Krajowego Planu Odbudowy, przedsiębiorcy oceniają, że wprowadzenie tych zmian może wywołać poważne skutki dla firm – od wzrostu obciążeń po dodatkowe ryzyko prawne i organizacyjne.

Rząd wskazuje, że kluczowym elementem reformy jest możliwość administracyjnego przekształcania pozornych umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B w umowy o pracę, przy jednoczesnym utrzymaniu kontroli sądu pracy nad decyzjami inspekcji.
W ocenie przedsiębiorców proponowane mechanizmy ochronne nie zapewniają realnej równowagi. Wskazują na wieloletnie opóźnienia w sądach pracy, co w sytuacji masowych odwołań mogłoby się jeszcze pogłębić. Podkreślają, że projekt nie tylko pozwala inspektorowi zmienić rodzaj umowy, ale także określić jej treść – w tym miejsce i sposób wykonywania pracy oraz wysokość wynagrodzenia. Zdaniem organizacji pracodawców oznacza to nadmierną ingerencję organu administracji w sferę dotychczas zastrzeżoną dla sądów powszechnych oraz ryzyko istotnego wzrostu obciążeń po stronie firm.
– W znowelizowanej ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy, niestety wbrew temu, co mówią przedstawiciele rządu, nie widzimy nic, co by się zmieniło na korzyść przedsiębiorców. Ustawa jest skomplikowana, trudna do realizacji i jeżeli komukolwiek przyniesie korzyści, to kancelariom prawnym – wskazuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i członek Prezydium Rady Dialogu Społecznego, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.
Granice nowych uprawnień PIP
Reforma jest elementem zobowiązań wpisanych do Krajowego Planu Odbudowy. W komunikatach rządowych podkreślano, że realizacja „kamienia milowego” w obszarze wzmocnienia PIP ma znaczenie dla wypłaty środków z KPO, a Polska ma czas na wdrożenie odpowiednich rozwiązań do końca czerwca. Pierwsza wersja projektu, która budziła duże kontrowersje wśród przedsiębiorców, została zastopowana decyzją premiera.
W nowej wersji projektu, przyjętej 17 lutego przez rząd, utrzymano przyznanie Państwowej Inspekcji Pracy uprawnienia do zamiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej. Doprecyzowano jednak proces odwoławczy.
Pracodawca ma mieć 30 dni na odwołanie się od decyzji inspektora do sądu pracy. Rząd przewiduje także szybszą ścieżkę na jego rozpatrzenie przez sąd w ciągu 30 dni. Jak podkreśla resort pracy, na etapie odwołania od decyzji PIP będzie możliwość udzielenia przez sąd pracy zabezpieczenia, aby w toku postępowania odwoławczego umowa mogła być zmieniona, wypowiedziana lub rozwiązana wyłącznie na zasadach prawa pracy.
– Projekt zakłada, że inspektor będzie mógł nie tylko przekwalifikować umowę, ale także określić jej warunki – w tym rodzaj pracy, miejsce jej wykonywania czy wysokość wynagrodzenia. Organ administracji nie powinien samodzielnie kreować treści nowego stosunku zobowiązaniowego między podmiotami i ingeruje nieproporcjonalnie w sferę dotychczas zastrzeżoną dla sądów powszechnych – wskazuje w komunikacie Robert Lisicki, dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.
Ryzyka przekwalifikowania umów B2B i brak jasnych kryteriów
Jednym z najbardziej spornych elementów jest kwestia relacji B2B: przedsiębiorcy obawiają się, że przy braku jasnych kryteriów i definicji decyzje o „przekwalifikowaniu” umów mogą rodzić niepewność prawną i finansową, szczególnie tam, gdzie działalność gospodarcza wiąże się z inwestycjami, zakupami sprzętu czy rozliczaniem VAT.
– Jak przekształcić umowę B2B w umowę o pracę? Prowadząc B2B, odprowadzamy VAT, mamy środki trwałe – co mamy z nimi zrobić? To są pytania, na które nie ma odpowiedzi – podkreśla Marek Kowalski.
Jak ocenia, skutki wprowadzenia ustawy w proponowanym kształcie dla gospodarki mogą być wyłącznie negatywne: od ryzyka paraliżu sądów po zachwianie konkurencji, jeśli kontrole i decyzje obejmą firmy nierównomiernie.
– Wprowadza ona duży element niepewności. Zachwieje też konkurencyjnością na rynku, dlatego że ci, którzy będą skontrolowani, znajdą się w dużo gorszej sytuacji niż ci, którzy nie będą skontrolowani – wskazuje przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Jeżeli mielibyśmy uznać reformę za sukces, to mielibyśmy 4 mln spraw, bo mamy 1,8 mln zatrudnionych na umowach-zleceniach i 2,2 mln zatrudnionych w formie B2B. Jeżeli chcielibyśmy te wszystkie umowy zmienić na umowę o pracę, to po pierwsze, potrzebujemy na to 87 lat, to dokładnie policzyliśmy, a po drugie, polskie sądownictwo tego nie wytrzyma.
Przedsiębiorcy proponują alternatywne rozwiązania
Federacja Przedsiębiorców Polskich przedstawia alternatywę: stopniowe dochodzenie do pełnego oskładkowania umów-zlecenia – z dłuższym okresem dostosowawczym, aby uniknąć „szoku” regulacyjnego i jednocześnie ograniczyć nierówności konkurencyjne na rynku.
– Rynek nie lubi szoku. Już w 2018 roku powiedzieliśmy, że można do tej zmiany dochodzić w ciągu czterech lat i rynek się doskonale dostosuje – przypomina Marek Kowalski.
Resort pracy zaproponował wprowadzenie instytucji interpretacji indywidualnej wydawanej przez Głównego Inspektora Pracy na wniosek pracodawcy, której celem jest wyjaśnienie sposobu stosowania przepisów prawa pracy w zakresie ustalenia, czy określony stosunek prawny spełnia przesłanki umowy o pracę.
Źródło: Newseria Biznes
Oprac. Katarzyna Bogucka
REDAKCJA INFORLEX
Zobacz również: Jak się przygotować do kontroli PIP »
