Irańska narracja o zwycięstwie nad Ameryką
Na profilu rzecznika irańskiego resortu dyplomacji Esma’ila Baghaeiego w serwisach społecznościowych pojawiło się zdjęcie słynnego reliefu wyrzeźbionego na stanowisku archeologicznym w Iranie. Przedstawia on rzymskiego cesarza klęczącego w geście podporządkowania przed królem z dynastii Sasanidów, władającej starożytnym imperium perskim. „W rzymskim sposobie myślenia Rzym był niekwestionowanym centrum świata. Irańczycy zniszczyli tę iluzję” – napisał Baghaei, nawiązując do współczesnej potęgi Waszyngtonu.
Wpis ten pojawił się w czasie nasilonych negocjacji w sprawie porozumienia, które miałoby w niedalekiej przyszłości doprowadzić do wygaszenia wojny na Bliskim Wschodzie oraz ponownego otwarcia cieśniny Ormuz.
Mimo ogromnych strat, jakie Iran poniósł w wojnie ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, tamtejsze władze przedstawiają się jako zwycięzcy. I mają na to argumenty. Na początku konfliktu wywołanego przez USA i Izrael prezydent Donald Trump deklarował, że jedynym możliwym rozwiązaniem jest „bezwarunkowa kapitulacja” Iranu. Ten jednak nie ustąpił, rozszerzając wojnę na państwa Zatoki Perskiej i ostatecznie zmuszając Waszyngton do zaakceptowania stanowiska Teheranu, zgodnie z którym jedynym sposobem zakończenia kryzysu są negocjacje, a nie wojna.
Jednocześnie okazjonalne groźby Trumpa, że „rozpęta piekło” przeciwko ajatollahom, nigdy się nie ziściły – m.in. dlatego, że nie chciał on angażować Stanów Zjednoczonych w wojnę lądową na kilka miesięcy przed wyborami środka kadencji do Kongresu. W związku z tym największe ambicje USA i Izraela wobec Iranu pozostają po trzech miesiącach walk niespełnione. Zabójstwa najwyższego przywódcy Iranu Alego Chameneiego oraz czołowych dowódców wojskowych nie doprowadziły do upadku reżimu, co było jednym z celów amerykańsko-izraelskiej koalicji. Wręcz przeciwnie – duchowego lidera zastąpił jego syn, Modżtaba, powszechnie uznawany za bardziej radykalnego i mniej skłonnego do kompromisów w relacjach z Zachodem.
Na to nakłada się sytuacja wewnętrzna w USA, gdzie – według zbiorczych wyników ostatnich sondaży analizowanych przez CNN – Trump osiąga rekordowy poziom dezaprobaty: 63 proc.
Eksperci w obu państwach przyznają, że w tej sytuacji Iran ma argumenty, by przedstawiać się jako strona zwycięska. Dan Shapiro, były ambasador USA w Izraelu, napisał w mediach społecznościowych: „Iran zyskał znaczącą przewagę na przyszłość, pokazując, że może kontrolować cieśninę, atakować swoich sąsiadów i amerykańskie bazy w regionie, powodować poważne zniszczenia, a jednocześnie przetrwać najmocniejsze uderzenia Stanów Zjednoczonych i Izraela”.
Eli Groner, były dyrektor generalny biura Binjamina Netanjahu, uważa z kolei, że sama świadomość, iż Iran może w dowolnym momencie ponownie zamknąć cieśninę Ormuz, „jest zwycięstwem znacznie głębszym i bardziej strategicznym niż jakiekolwiek punktowe sukcesy militarne”. „Katastrofa” – podsumował.
Wszystko, co dzieje się na linii Iran–USA, nie jest jednak dla Europy sprawą odległą. Bliskowschodni chaos ma istotne przełożenie na sytuację na kontynencie. Jakkolwiek byśmy oceniali politykę Trumpa, jego słabość pozostaje także naszą słabością. To szczególnie ważne, bo porażki Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej są dostrzegane choćby na Kremlu. Tamtejsze władze uważnie śledzą, czy Amerykanie będą w stanie skutecznie wesprzeć swoich sojuszników w razie ataku. ©℗
Karolina Wójcicka
dziennikarka DGP




