Rok prezydenta: coraz mniej PiS, coraz więcej własnych gier
Karol Nawrocki wygrał wybory jako „obywatelski kandydat popierany przez PiS”. Ta formuła od początku była politycznym paradoksem – miała zdjąć z niego część partyjnego ciężaru, choć nikt po prawej stronie nie miał wątpliwości, że bez decyzji Jarosława Kaczyńskiego, struktur Prawa i Sprawiedliwości i zaplecza na Nowogrodzkiej tej kandydatury by nie było. Nawrocki wszedł do pałacu dzięki PiS. Po roku coraz wyraźniej próbuje jednak udowodnić, że nie jest prezydentem z partyjnego nadania.
Nie zerwał z PiS, nie wypowiedział Kaczyńskiemu wojny i nie buduje jeszcze własnej partii. Robi jednak coś, co dla Nowogrodzkiej może być groźniejsze niż otwarty konflikt: tworzy wokół siebie osobny ośrodek władzy. Serią decyzji pokazuje, że pałac przestaje być wyłącznie zabezpieczeniem obozu, a staje się miejscem, w którym prawica zaczyna się układać na nowo.


