Pozew nie może być kneblem
Polska zrobiła ważny krok w kierunku obrony wolności słowa. Pozwy przeciwko dziennikarzom, aktywistom, NGO czy mieszkańcom nie znikną, ale ustawodawca nareszcie dostrzegł, że proces sądowy może służyć nie tylko ochronie praw, lecz także tłumieniu debaty publicznej
Prezydent Karol Nawrocki podpisał 19 czerwca 2026 r. ustawę o szczególnych środkach ochrony osób uczestniczących w debacie publicznej. Nazwa brzmi technicznie, ale znaczenie tej regulacji wykracza daleko poza świat prawników i procedur sądowych. To jedna z najważniejszych ustaw dotyczących wolności słowa przyjętych w Polsce od wielu lat.
Nie dlatego, że od jutra znikną pozwy przeciwko dziennikarzom, aktywistom, organizacjom społecznym czy mieszkańcom protestującym przeciwko inwestycjom. Nie dlatego, że skończą się próby wywierania presji na krytyków władzy, biznesu czy instytucji publicznych. Znaczenie ustawy polega na czymś innym. Po raz pierwszy polski ustawodawca wyraźnie dostrzegł, że proces sądowy może służyć nie tylko ochronie praw, lecz także tłumieniu debaty publicznej.




