Archeolodzy polskich nagrań
Nie każda – nawet najlepsza – muzyka ma szansę na rynku. Stare nagrania dostają drugie życie, jeśli znajdzie się klient

Listopad 2025 r. Na moim biurku lądują dwie nowości płytowe wydane przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia. Jedna to sześciopłytowy box z nagraniami Tomasza Stańki z lat 1970–1991. To długi czas, więc zbiór obejmuje różne okresy twórcze legendarnego trębacza – granie jazzowych ballad, współpracę z rockmanami, występy pod szyldem „Freelectronic”... Drugi z rarytasów jest zapisem dokonań Orkiestry Polskiego Radia i Telewizji Studio S-1 pod batutą Andrzeja Trzaskowskiego, z którą Stańko miał okazję incydentalnie współpracować. Dwie legendy jazzu, a do tego znakomity big band z wieloma muzycznymi indywidualnościami. Nagrania pochodzą z II połowy lat 70. Pół wieku później znów można ich posłuchać.
Nieżyjący od ośmiu lat Stańko pozostawił po sobie ponad 50 płyt i mnóstwo muzyki dotąd niewydanej. Wiele nagrań studyjnych błąkało się po radiowych archiwach. W zeszłym roku słuchacze mogli wreszcie kupić płyty Stańki i zabrać do domu niedostępne dotąd skarby polskiego jazzu.
Archiwa skrywają więcej takich pereł, ale każda muzyka czeka na swój czas.
Dżinsy za aranże
Kilka dekad temu, kiedy nie było internetu i streamingu, piosenki powstawały, były w obiegu i znikały. Produkcja szła pełną parą. Przy lokalnych rozgłośniach Polskiego Radia pracowały orkiestry, które realizowały nagrania na potrzeby programów radiowych, telewizyjnych, wykonywały muzykę do filmów czy akompaniowały solistom podczas występów festiwalowych. W Warszawie radiową orkiestrą zawiadywał Stefan Rachoń, w Katowicach Jerzy Milian, w Łodzi Henryk Debich, a w Opolu takim zespołem kierował Edward Spyrka. Z orkiestrami radiowymi pracowali także Edward Czerny, Bogusław Klimczuk czy wspomniany na początku Andrzej Trzaskowski.

