Wojna o wrota do Europy
Gdy w połowie XIX w. Arabowie zburzyli posterunek na peryferiach Ceuty, a sułtan Maroka odmówił ukarania poddanych, premier Hiszpanii osobiście poprowadził żołnierzy do boju

Wdarcie się ponad 50 tys. Marokańczyków do Ceuty i bezradność premiera Hiszpanii Pedro Sáncheza stały się spektaklem śledzonym z zapartym tchem przez całą Europę. Król Maroka Muhammad VI od lat domaga się przekazania enklawy jego krajowi. A wtargnięcie tłumów do niej miało w sobie bardzo mało ze spontaniczności, a sporo z dobrze zorganizowanej operacji. Tymczasem Hiszpania nie potrafiła obronić granicy ani nawet zareagować na czas. Madryt okazał olbrzymią bezradność – nie był tak bierny nawet w XIX w., gdy upadające imperium sięgało dna.
O jeden posterunek za daleko
„Przyczyna rozpadu układu pokojowego z Hiszpanami była następująca. Było zwyczajem chrześcijańskich mieszkańców Ceuty i muzułmańskiego plemienia Angara, że ustawiali swoje posterunki na obszarze granicznym między nimi. Chrześcijanie budowali baraki z desek, muzułmanie szopy kryte trzciną” – pisze uchodzący za najwybitniejszego historyka w dziejach Maroka Ahmad ibn Chalid an-Nasiri. „Pod koniec panowania sułtana Mawlāya Abd ar-Rahmāna, niech Bóg będzie mu miłościwy, chrześcijanie z Ceuty zbudowali na pograniczu domek z kamienia i gliny, zawieszając na nim flagę swojego władcy, nazywaną przez nich «Corona»” – dodaje.
Działo się to w 1859 r., gdy an-Nasiri kształcił się na znawcę prawa koranicznego. Jak wkrótce się dowiedział, Hiszpanie odrzucili ultimatum Angarów, żądających likwidacji nowoczesnego posterunku. „Kiedy chrześcijanie odmówili, ci Angarowie zaatakowali domek, zburzyli go, zerwali «Coronę» i zanieczyścili ją kałem. Zabili przy tym kilku ludzi i zaczęli atakować Ceutę” – relacjonuje an-Nasiri, którego dzieło „Kitāb al-Istiqsā li-akhbār duwal al-Maghrib al-Aqsá” cytuje w opracowaniu „Na ziemi wroga. Europejskie relacje z wojny hiszpańsko-marokańskiej 1859–1860” Marek M. Dziekan.

