Japoński jen i uczeń Sorosa po drugiej stronie lustra
Od dłuższego czasu miano największego przegranego w realnej gospodarce należy do Niemiec. Ich odpowiednikiem na rynkach finansowych jest Japonia
Przez lata, gdy coś niepokojącego działo się w globalnej gospodarce, jednym z pierwszych odruchów inwestorów było kupowanie japońskiej waluty. Jednak w ciągu 12 miesięcy wartość jena względem dolara spadła o ponad 8 proc., a pod koniec lipca kurs USDJPY wzrósł do 164 jenów, najwyższego poziomu od 1986 r. Słabość jena stała się na tyle poważnym zagrożeniem dla stabilności rynków finansowych, że USA i Japonia zdecydowały się na pierwszą od 15 lat wspólną interwencję, żeby zatrzymać trend spadkowy.
Wyniki są zachęcające, choć pytanie o ich trwałość pozostaje otwarte. W tle przeceny jena są najwyższy w gronie państw wysoko rozwiniętych dług publiczny (przekraczający 230 proc. PKB) i obawy inwestorów, jak Japonia poradzi sobie z jego obsługą w przyszłości.

