W obronie trzeba być bardziej agresywnym
Dziś identyfikacja i strzelanie możliwe są dopiero wtedy, gdy obiekt już znajdzie się nad Polską, a nie wtedy, gdy leci w naszą stronę

Z Mariuszem Cielmą rozmawia Wojciech Kubik
Po incydencie z rosyjskim pociskiem, który spadł na Lubelszczyźnie, wraca pytanie, dlaczego wojsko go nie zestrzeliło, choć wleciał aż 90 km w głąb naszego kraju. Czy coś powstrzymuje żołnierzy?

Mariusz Cielma, redaktor naczelny „Nowej Techniki Wojskowej”
Mariusz Cielma, redaktor naczelny „Nowej Techniki Wojskowej”
Procedurę zestrzelenia oprócz wewnętrznych dokumentów wojska reguluje ustawa o ochronie granicy państwowej. Tak jest teraz, bo do 2023 r. prawo nie przewidywało sytuacji, że w czasie pokoju do Polski wleci rakieta czy bezzałogowiec. Do tego czasu, do 2023 r., znało tylko procedurę związaną z porwaniem samolotu pasażerskiego. Ale choć mamy ustawę, to nie jest tak, że jak tylko jakiś obiekt naruszy naszą przestrzeń powietrzną, to można od razu do niego strzelać. Artykuł 18b ustawy uściśla, że obiekt taki musi przygotowywać się do ataku albo prowadzić rozpoznanie mogące służyć przygotowaniu do ataku.

