Problemy, o których się nie mówi
Rozmowa z Deanem Burnettem, neurobiologiem, autorem książki „Psycho-logika".

W swojej książce pisze Pan, że każdego roku w Wielkiej Brytanii jedna na cztery osoby doświadcza problemów ze zdrowiem psychicznym. Podejrzewam, że w Polsce statystycznie sytuacja byłaby podobna. Jednocześnie w wielu krajach organizuje się kampanie społeczne przybliżające tematykę zdrowia psychicznego, np. depresji i uzależnień, a mimo to ludzie boją się otwarcie mówić o swoich problemach psychicznych. Jak Pan myśli, dlaczego?
Jest wiele przyczyn. Owszem, mamy liczne kampanie społeczne na temat zdrowia w ogóle. I jeżeli mówimy o kondycji człowieka pod względem fizycznym, to bez trudu możemy zobaczyć objawy niedomagania, dolegliwości czy wręcz choroby, np. ktoś złamał nogę, ma wysoką temperaturę albo skarży się na ból brzucha. Tu nie ma wątpliwości co do źródeł złego samopoczucia i rozpoznanie jest raczej łatwe. Ale zdrowie człowieka jest połączeniem sfery fizycznej i psychicznej.
Z problemami psychicznymi jest inaczej niż z fizycznymi. One są wewnętrzne (choć ich skutkiem mogą być też objawy zewnętrzne), a przy tym nieprzyjemne i dla tego, kto odczuwa takie problemy, i dla jego otoczenia, więc ludzie nie chcą o tym mówić, nie chcą o tym słyszeć. Społeczne normy powodują, że temat jest niewidoczny, bo dla wielu osób problemy psychiczne oznaczają stygmatyzację i ryzyko wykluczenia.
I są subiektywne, czyli wydaje się, że nie podlegają jasnym kryteriom oceny, jak złamana noga, o której Pan wspomniał.
Tak. Zdrowie psychiczne jest bardziej nieuchwytne



