My kontra oni
Szybkie zmiany, pandemia, inflacja i wiele innych czynników powodują, że coraz częściej słyszymy o wchłanianiu, konsolidowaniu, scalaniu, koncentrowaniu, przejmowaniu, fuzjach - generalnie o łączeniu przeróżnych organizmów firmowych. Czasem jest to wymuszone, a czasem dobrowolne, czasem głęboko przemyślane, kiedy indziej trochę mniej. Często okazuje się, że kwestie prawno-strukturalno-finansowo-podatkowe wcale nie były najtrudniejszą kwestią, z jaką trzeba się zmierzyć.

Pracowałam ostatnio z organizacją, która powstała kilka miesięcy temu z połączenia dwóch bardzo podobnych firm. Połączenie przemyślane, przygotowane, mające dać wiele korzyści. Z tych najważniejszych właściciele wymieniali większą elastyczność nowej organizacji, wymienność pracowników o unikatowych na rynku kwalifikacjach, wymienianie i uzupełnianie wiedzy, a także możliwość redukcji kosztów choćby poprzez wspólne występowanie wobec dostawców. W sumie same plusy. O tym, że nie wszystko jest dograne, pomyślałam, kiedy przyszło do potwierdzania terminu naszego spotkania. Usłyszałam: „Myśmy już potwierdzili,



