Niegotowi na głód
Jedynie błyskawicznie wygrana w 1914 r. wojna mogła uchronić Niemców przed głodowaniem. Rządzący II Rzeszą nie uczynili bowiem niczego, co zabezpieczyłoby żywność dla obywateli. Wierzyli, że nie ma takiej potrzeby, skoro szybko zwyciężą

W cieniu ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie otworzono jeszcze jeden, mniej eksponowany front. Nadlatujące z Ukrainy drony i pociski samosterujące sukcesywnie dewastują w Rosji zakłady chemiczne. W ostatnim czasie płonęły: zakłady Azot w Nowomoskowsku, kompleks Apatit w Czerepowcu i Niewinnomysskij Azot w Kraju Stawropolskim. Wszystkie, poza chemikaliami dla przemysłu obronnego, zapewniają też składniki do nawozów. Są zatem niezbędne dla sektora rolnego. Ograniczenie nawożenia upraw oznacza błyskawiczny spadek wysokości plonów. A to, w połączeniu z wojną i odcięciem od zagranicznych dostawców, zwiastuje nadciągające kłopoty. Jak bolesne skutki przynosi lekceważenie znaczenia produkcji rolnej, przekonali się zaś Niemcy podczas I wojny światowej.
Wojna musi być błyskawiczna
„W okresie przedwojennym znacznie wzrosła zamożność niemieckiego społeczeństwa, co spowodowało napływ ludzi do miast. Żeby sprostać wzmożonemu popytowi, niemiecka gospodarka rolna zmienia się z producenta w importera – przetwórcę wyrobów rolnych” – opisuje w opracowaniu „Kryzys głodowy i jego skutki dla ludności niemieckiej w czasie I wojny światowej” Andrzej Wojcieszak. Niemcom żyło się coraz zamożniej, a po raz ostatni na terenie Rzeszy doświadczano głodu wiosną 1847 r. z powodu zarazy ziemniaczanej. Potem zjednoczony kraj wyrósł na potęgę ekonomiczną i stał się największym eksporterem wyrobów przemysłowych Starego Kontynentu. „Skutkowało to jednak pogłębiającym się opóźnieniem technicznym niemieckiej gospodarki rolnej, ponieważ nie była ona ani odpowiednio kapitałowo dofinansowana (potencjalny kapitał inwestycyjny był zużywany na import), ani też modernizowana pod kątem mechanizacji” – zauważa Wojcieszak.


