To od początku była transakcyjna polityka
Nieszczęsnemu dekretowi o UPA nie towarzyszyła intencja dokuczenia Polsce ani refleksja nad skutkami dla naszych relacji. Ale akurat po prezydencie Zełenskim można było się spodziewać rozumienia naszej wrażliwości

Z Bartoszem Cichockim rozmawia Marcin Fijołek, Polsat
Uda się wyjść z tego korkociągu?
To może zająć kilka lat. Szybko się nie da, bo ochłodzenie w relacjach polsko-ukraińskich to proces, który zaczął się przed dekretem Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu miana „bohaterów UPA” jednostce wojskowej.
Kiedy to zaczęło pękać?
Długo można dyskutować, kto, kiedy, co zrobił czy powiedział i kiedy zbliżenie z 2022 r. i wzajemna solidarność zaczęły wysychać. Spór o ekshumacje i przypadki gloryfikowania UPA – zwłaszcza osób bezpośrednio odpowiedzialnych za zbrodnie na polskiej ludności cywilnej – nie trwa od wczoraj i nie dotyczy jednego, niechby nawet głośnego przypadku. Brak zaufania i podejrzliwość kwitły, odkładały się z tyłu głowy. I dlatego uważam, że o ile gorąca faza kryzysu może minąć stosunkowo szybko, bo nie da się eskalować w nieskończoność, o tyle relacje na długo pozostaną szorstkie i dalekie od marzeń co bardziej romantycznych głów.
Sporo dziś głosów, że tego romantyzmu, naiwności, a może nawet frajerstwa od początku wojny było za dużo i że już wtedy powinniśmy prowadzić chłodną, transakcyjną politykę.


