Polskie firmy nie boją się konkurencji, lecz nierównych zasad na rynku UE
Patrycja Sass-Staniszewska: Od 1 lipca tanie przesyłki z Azji nie wchodzą już na unijny rynek bez cła. Sama stawka 3 euro nie wyrówna jednak warunków konkurencji, jeśli za nowymi przepisami nie pójdą kontrola i egzekucja
Od początku miesiąca w UE obowiązuje tymczasowe cło 3 euro na towary w przesyłkach spoza UE o wartości do 150 euro. Czy polskie sklepy internetowe mogą już mówić o przełomie?
Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej
Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej
Nie, choć mogą mówić o ważnej zmianie. To nie jest mechanizm, który z dnia na dzień rozwiąże problem nierównej konkurencji czy automatycznie przekieruje klientów z platform azjatyckich do polskich sklepów. Od 1 lipca zmienił się jednak jeden z elementów, które przez lata dawały przewagę najtańszemu importowi spoza Unii.
Do tej pory przesyłki o wartości do 150 euro korzystały ze zwolnienia celnego. W przypadku masowej sprzedaży internetowej miało to ogromne znaczenie. Mówimy o modelu, w którym miliony bardzo tanich produktów trafiały bezpośrednio do europejskich konsumentów, często przy ograniczonej kontroli i przy kosztach zgodności znacznie niższych niż te, które ponoszą przedsiębiorcy działający w Unii.
Czyli nie chodzi wyłącznie o dodatkowe 3 euro?




