Nie dość win(n)y w rozwodach?
Utrzymywanie orzekania o winie może zachęcać do błędnych wyborów życiowych, a przy tym zwiększać obroty rynku usług okołorozwodowych
Dyskusja o zniesieniu instytucji „winy w rozwodzie” lub jej konsekwencji alimentacyjnych rozgrzewała komentatorów w minione wakacje. W te pewnie powróci na gruncie nowych propozycji w tym zakresie. Nie oceniając ich trafności czy nietrafności, rozważmy – na gruncie aktualnie obowiązujących regulacji – niektóre aspekty funkcjonowania tej instytucji.
Komornik Robert Damski na łamach „Rzeczpospolitej” twierdzi, że odejście od alimentów na rzecz współmałżonka w przypadku wyłącznej winy doprowadzi do sytuacji, w której mężczyzna „zdradził, porzucił, ale bez konsekwencji”, a przecież tysiące kobiet zrezygnowały z pracy, by wychowywać dzieci, wspierać męża i dbać o dom. Przyjrzyjmy się bliżej takiej narracji.
Po pierwsze, jak zwraca uwagę mec. Eliza Kuna na kanale Kolasińska Podcast na YouTube (materiał „Koniec alimentów? Rewolucja w rozwodach? Prawnik tłumaczy!”), czasy, w których kobieta nie mogła pracować, bo zajmowała się domem i w przypadku rozpadu małżeństwa przez zdradę męża zostawała bez środków do życia, to echo patriarchatu, a sprawy o winę były wykorzystywane do przymuszenia małżonka np. do zgody na dany podział majątku. Po drugie, i to już moje uwagi: rezygnacja z pracy zawodowej nie musi być utrapieniem, może być przywilejem, bo praca wyłącznie przy obowiązkach domowych czy opiece nad dzieckiem może być mniej stresująca niż codzienna „walka” w korporacji czy przy pracach niebezpiecznych, choć relatywnie dobrze płatnych, jakich jednak niektóre osoby nie preferują. Po trzecie, rosnąca liczba kobiet oczekuje wynagrodzenia za „pracę w domu” czy wychowanie dzieci, tym samym zrywając niepisany kontrakt oparty na zasadzie „mężczyzna zarabia, kobieta zajmuje się domem”. Po czwarte, zdrada czy porzucenie mogą się wiązać z uprzednimi zachowaniami współmałżonka, czasem mogą być wręcz „do przewidzenia” na gruncie wiedzy socjobiologicznej, psychoewolucyjnej czy choćby statystyki. Po piąte, sama koncepcja winy rozpadu pożycia na gruncie prawa rodzinnego jest w znacznym stopniu oparta na pojęciach nieostrych i niedookreślonych.




