Zmarnowana wiosna polskiej demokracji
Ostatnią nadzieją na ocalenie w Polsce demokracji parlamentarnej stał się rząd kierowany przez dawnego szambelana cesarza Franciszka Józefa

Stanem typowym dla polskiej demokracji jest ostra polaryzacja polityczna. Współcześnie tak głęboka, że wydaje się, iż nawet śmiertelne zagrożenia dla przyszłości III RP nie byłyby w stanie jej złagodzić.
Podobnie było wiek temu. Ale wtedy problem sam się rozwiązał za sprawą kryzysu ekonomicznego i skompromitowania parlamentu przez walczące ze sobą partie. Na koniec więc władzę przejął „silny człowiek” i demokrację stopniowo zlikwidował.
Długa seria nieszczęść
Przez 1925 r. rząd Władysława Grabskiego zmagał się z gospodarczymi katastrofami, które wy dawały się nie mieć końca, co zacierało pamięć o wcześniejszych sukcesach. „Jako pozaparlamentarny (gabinet – red.), rozliczany był przez Sejm głównie na podstawie swojej «fachowości» i skuteczności na polu gospodarczym” – podkreśla w monografii „Polityka gospodarcza rządu Aleksandra Skrzyńskiego” Wojciech Morawski.
Grabski okazał się znakomitym ekonomistą, o czym świadczyła jego reforma walutowa, ale nie był cudotwórcą. Tymczasem na przednówku 1925 r. Polacy odczuli skutki niedoświadczanego od lat nieurodzaju, który miał miejsce minionego lata. Ceny żywności rosły, a jednocześnie na rynkach światowych taniał węgiel i cukier, których eksport zapewniał gospodarce II RP kluczowe dochody. Do lata 1925 r. przyniosło to fatalne skutki dla przemysłu: produkcja spadła o ponad 14 proc., wzrosło bezrobocie.

