Węgry przed wyborczą niewiadomą
Czy głęboko spolaryzowane węgierskie społeczeństwo zaakceptuje oficjalny wynik niedzielnego głosowania? I czy ewentualna zmiana układu sił realnie wpłynie na strategiczny kierunek polityki Budapesztu?

Wybory na Węgrzech powinny się odbyć już w tę niedzielę. „Powinny”, bo wciąż nie można wykluczyć, że rząd sięgnie po opcję atomową i wprowadzi stan wyjątkowy. Lider partii TISZA, Péter Magyar, prowadzi w niezależnych sondażach z bezpieczną przewagą. Pytany o nadchodzące głosowanie, przyznaje, że „wszystko może się wydarzyć”. Zaraz jednak dodaje, że Węgrzy już niebawem zdecydują o zmianie systemu.
Stawka jest niezwykle wysoka. Niedzielne głosowanie stało się wielkim referendum nad 16 latami rządów Fideszu. Sondaże jasno pokazują, że silna wiara w sukces władzy ogranicza się niemal wyłącznie do jej twardego elektoratu. Pozostali, w tym kluczowa grupa wyborców niezdecydowanych, znacznie częściej wróżą zwycięstwo TISZY. Nie wiadomo jednak, ilu z nich ostatecznie pójdzie do urn. W obozach dwóch największych partii deklarowana frekwencja przekracza 90 proc. Dla porównania: dotychczas rekordowe były wybory z 2002 r., gdy zagłosowało nieco ponad 70 proc. uprawnionych.
Fidesz bez szans?
„Stawką nie jest jednak zwycięstwo koalicji Fidesz–KDNP. Orbána interesuje uzyskanie większości konstytucyjnej, czyli 133 spośród 199 mandatów” – pisałem na łamach DGP w przededniu głosowania w 2018 r. Wyborom w 2022 r. towarzyszyła podobna narracja. Fidesz odniósł wówczas największe zwycięstwo w historii, zdobywając 135 miejsc w parlamencie. Dziś sytuacja jest diametralnie inna. W niedzielę do urn może pójść ponad 8,1 mln osób. Prawie pół miliona ma prawo zagłosować korespondencyjnie. To przede wszystkim członkowie diaspory z historycznych terenów Węgier (w granicach sprzed traktatu z

