Przeżyć własną śmierć
Opowieści o ucieczkach z rąk wroga należą do najbardziej dramatycznych historii czasów wojennych. Niezależnie od tego, jaka to wojna. Wiele mówią o chęci życia, ale i o tym, ile ludzie są gotowi poświęcić dla innych

Zatrzymali się przed drzwiami. Niemiec otworzył je i wszedł pierwszy. Tuż za nim do pomieszczenia wsunął się więzień. Rozejrzał się. Pokój był nieduży i skromnie umeblowany. Jedno biurko, stolik, fotel, nad którym wisiał portret Reichsführera-SS Heinricha Himmlera, trzy krzesła oraz przeszklona szafka zawieszona na ścianie między dwoma oknami. Centralne miejsce zajmował oficer gestapo. Poważnie wyglądający, z inteligentnym wyrazem twarzy. Obok niego siedział tłumacz. Przed nimi on, Stanisław Miedza-Tomaszewski, grafik i żołnierz Związku Walki Zbrojnej, a teraz kandydat na jedną z setek tysięcy ofiar nazistowskiego terroru.
Zaczęło się jak zawsze, od personaliów. Po wypełnieniu odpowiedniego druku prowadzący śledztwo zapytał, czy oskarżony przyznaje się do przynależności do nielegalnej organizacji. Ten bez wahania odparł, że nie. Ta pewność bardziej potrzebna była jemu niż mężczyźnie za biurkiem, który dysponował namacalnymi dowodami. Ale oficer pytał dalej. W pewnym momencie wstał i spokojnym krokiem podszedł do Stanisława. Rzucił, że nie po raz pierwszy słyszy podobne kłamstwa, więc niech nie próbuje sztuczek, tylko powie, co wie, a w nagrodę zostanie zwolniony do domu, do rodziny. Uwagi o rodzinie należały do stałego repertuaru oprawców z al. Szucha. Wiedzieli, że człowiek prędzej się złamie w obawie o najbliższych, z tęsknoty za nimi, niż chroniąc samego siebie.
Niemiec nie naciskał. Zdjął tylko z ręki zegarek i kładąc go na biurku tak, żeby Miedza-Tomaszewski widział wskazówki, powiedział, że daje mu pięć minut na zastanowienie się. „Nie jestem pisarzem i trudno mi wyrazić, co człowiek w takich wypadkach czuje i jak się wewnętrznie łamie. Mimo woli przychodziły mi na myśl wszystkie okupacje Polski, całe kolumny takich jak ja, znanych i

