Softnacjonaliści
Forsując liberalną politykę, nigdy nie pokonasz Orbána. Tylko jeśli pozostaniesz po stronie konserwatywno-nacjonalistycznej, może się to udać – mówią współpracownicy Magyara
Niewielu polityków może liczyć na wsparcie aż trzech mocarstw w walce o reelekcję. Udało się to Viktorowi Orbánowi, wieloletniemu premierowi Węgier. W kampanię mającą zapewnić mu kolejne lata rządów zaangażowały się Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja.
USA, od powrotu do władzy Donalda Trumpa, regularnie wspierają zaprzyjaźnionych polityków w Europie, ale jeszcze nigdy nie robiły tego na taką skalę. Podczas wizyty w Budapeszcie, dosłownie na kilka dni przed głosowaniem, wiceprezydent J.D. Vance mówił o Orbánie, że to człowiek „mądry i bystry”, i zapewniał o jego zwycięstwie. – Kocham Węgry i Viktora. Mówię wam, to wspaniały człowiek – przekonywał z kolei prezydent Trump, który zdalnie dołączył do jednego z wieców szefa Fideszu. Zażyłą przyjaźń Orbána z republikanami wykorzystuje się na wszystkich szczeblach. – Tak prowadzą kampanię lokalni działacze Fideszu: pokazują zdjęcia Orbána z Trumpem, podkreślają wizyty członków administracji na Węgrzech i na tej podstawie budują swój przekaz – mówi mi osoba ze sztabu opozycji.
Do pewnego stopnia za Orbánem opowiadają się także Chiny. Wieloletni premier w czasie kampanii zasypywał społeczeństwo obietnicami nowych świadczeń socjalnych i obniżek podatków. Nie ograniczał się przy tym jedynie do haseł. – W styczniu, gdy panowały duże mrozy, ogłosił, że rachunek za ogrzewanie nie może przekroczyć kwoty z grudnia. I to państwo pokrywało różnicę. Emeryci od kilku lat otrzymują dodatkowe świadczenie – jest im wypłacana trzynasta emerytura, zwykle w styczniu. W tym roku, tuż przed wyborami, dostali także czternastą – wylicza moje źródło w węgierskiej stolicy. – Państwo nie ma na to środków, więc zaciąga pożyczki w Chinach – podkreśla.

