Cierpliwe układanie kamyków
Gdy Trump grozi światu, wymachując kijem golfowym, Chińczycy grają w go. I zdobywają na globalnej planszy kolejne pola

Donald Trump ogłosił w środę, że dwutygodniowe zawieszenie broni w jego wojnie przeciwko Iranowi stanowi ogromny sukces oraz „całkowite zwycięstwo” Ameryki. Zapowiedział także „dużo pozytywnych działań” i „zarabianie dużych pieniędzy”. To retoryka charakterystyczna dla obecnego prezydenta USA, zapewne mająca przykryć niewygodne dlań fakty.
Na przykład, że reżim ajatollahów – choć mocno wykrwawiony – przetrwał, chociaż miał runąć po amerykańsko-izraelskim ataku. W dodatku podsunięte przez Pakistan pokojowe „10 punktów” jako podstawa do dalszych, zapowiadanych negocjacji, de facto stanowi powrót do przedwojennego status quo, z lekką korektą na korzyść Teheranu. Warto też zauważyć, że niezbyt dobrze przemyślana operacja wojskowa co prawda zagroziła ekonomicznym interesom Chin oraz Unii Europejskiej (co akurat z punktu widzenia Waszyngtonu było plusem), ale przede wszystkim dała solidny oddech reżimowi Putina – czyli wbrew twierdzeniom niektórych fanów amerykańskiego prezydenta obiektywnie wzmocniła globalną oś zła, zamiast ją osłabiać. Uderzyła jednocześnie w interesy bezpieczeństwa licznych sojuszników USA na Bliskim Wschodzie i w Azji, skłaniając ich do nerwowych reakcji.
Stany Zjednoczone stały się więc eksporterem chaosu – a na tym tle ktoś inny zyskał kolejną szansę, by prezentować się światu jako ostoja porządku i stabilności. A w związku z tym jako gracz o rosnącej sprawczości.

