procedury
Koniec z oszukiwaniem klientów. Etykiety będą bardziej precyzyjne
Konsumenci będą dokładnie wiedzieć, skąd pochodzi miód w ich słoiku. Zmienią się też zasady etykietowania soków owocowych, dżemów i mleka konserwowanego
W połowie czerwca wejdą w życie przepisy zaktualizowanych unijnych dyrektyw śniadaniowych. Chodzi o akty prawne regulujące skład i znakowanie miodu, soków owocowych, dżemów oraz mleka konserwowanego. Polska transponowała przepisy rozporządzeniami ministra rolnictwa i rozwoju wsi z 4 listopada 2025 r. (Dz.U. z 2025 r. poz. 1574), z 9 lipca 2025 r. (Dz.U. z 2025 r. poz. 965) oraz z 22 lipca 2025 r. (Dz.U. z 2025 r. poz. 991).
Akty zaczną obowiązywać 14 czerwca 2026 r. Od tego dnia nowe produkty trafiające na rynek będą już musiały spełniać zaktualizowane wymogi – choć wcześniej etykietowane zapasy można będzie wyprzedawać bez limitu czasowego.
Miodowa rewolucja
Zmiany dotkną różnych kategorii produktów. W przypadku dżemów i galaretek wzrośnie minimalna ilość owoców wymagana do ich produkcji – z 350 g do 450 g na kilogram produktu końcowego w wersji standardowej, a w wersji ekstra – z 450 g do 500 g.
Soki owocowe zyskają nową kategorię: „sok owocowy o obniżonej zawartości cukru” – dla produktów, z których usunięto co najmniej 30 proc. naturalnych cukrów. Do ich produkcji nie będzie można jednak stosować substancji słodzących, by zniwelować wpływ redukcji cukru na smak i konsystencję. Mleko konserwowane będzie zaś mogło być produkowane z obniżoną zawartością laktozy.
Największą rewolucję przechodzi branża miodowa. Od 14 czerwca etykieta każdego słoika miodu będzie musiała wskazywać kraj lub kraje jego pochodzenia – i to nie ogólnikowo. W przypadku mieszanek konieczne będzie podanie udziałów procentowych poszczególnych państw w porządku malejącym, z tolerancją 5 proc. Skończy się zatem era enigmatycznych etykiet „mieszanka miodów z UE i spoza UE”.
Polska Izba Miodu z zadowoleniem przyjmuje tę zmianę, choć ostrzega przed jej nadinterpretacją.
– Konsument oczywiście ma prawo wiedzieć, skąd pochodzi produkt. Warto jednak pamiętać, że miód pozostaje miodem niezależnie od kraju pochodzenia. O jego jakości decydują przede wszystkim standardy produkcji, kontrola jakości oraz warunki środowiskowe – komentuje Przemysław Rujna, sekretarz generalny PIM.
Za zmianami przepisów stoi też twarda rynkowa rzeczywistość. Polska produkcja miodu w 2025 r. nie przekroczyła 17 tys. ton – to o 40 proc. mniej niż w dobrych sezonach. Europejska produkcja pokrywa zaledwie 55–60 proc. zapotrzebowania. Jak podaje PIM, szczególnie brakuje popularnych miodów odmianowych: akacjowego, lipowego, gryczanego, spadziowego.
Nowe przepisy inicjują też budowę unijnego systemu identyfikowalności miodu – choć tempo tej budowy może budzić wątpliwości. Komisja Europejska ma czas aż do 14 czerwca 2029 r. na przyjęcie aktów delegowanych określających szczegółowe kryteria weryfikacji: jak potwierdzić deklarowane udziały procentowe, jak badać geograficzne pochodzenie miodu, jak kontrolować zawartość pyłku. Przez pierwsze trzy lata stosowania nowych etykiet branża i organy kontrolne będą więc działać bez w pełni zharmonizowanych narzędzi.
Co wykazały kontrole
Nowe przepisy wchodzą w życie krótko po opublikowaniu przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych niepokojących wyników kontroli. IJHARS skontrolowała 98 podmiotów wprowadzających miód do obrotu – zarówno na etapie sprzedaży detalicznej, jak i produkcji. Nieprawidłowości stwierdzono w blisko 41 proc. z nich. Najczęstszym problemem było właśnie znakowanie – uchybienia wykryto w niemal co trzeciej skontrolowanej partii. Brakowało m.in. obowiązkowego już teraz wskazania kraju pochodzenia, daty minimalnej trwałości czy kodu identyfikacyjnego partii produkcyjnej.
Analiza pyłkowa wykazała nieprawidłowości w co piątej partii – deklarowana odmiana nie potwierdziła się w badaniach mikroskopowych. Dotyczyło to m.in. miodów lipowych i akacjowych. W jednym przypadku wykryto obecność dekstryn skrobiowych, co wskazywało na zafałszowanie produktu. Kontrole wykazały też oznakowanie mogące wprowadzać konsumentów w błąd – m.in. dobrowolne informacje sugerujące szczególne właściwości zdrowotne lub stosowanie określenia „eko” w logotypie firmy sprzedającej miód konwencjonalny.
Polscy pszczelarze potrzebują pomocy
Nowe przepisy zaczną obowiązywać w momencie trudnym dla polskich pszczelarzy. Poseł Dariusz Matecki (PiS) skierował do ministra rolnictwa interpelacje, w których zapytał m.in. o adekwatność 50-złotowej dopłaty do przezimowanej rodziny pszczelej wobec kosztów sięgających wielokrotności tej kwoty, a także o skalę importu miodu do Polski – który od stycznia do października 2025 r. wyniósł ponad 22 tys. ton, z czego ponad 80 proc. spoza UE. Resort nie odniósł się jeszcze do pytań posła.
Wcześniej opisywaliśmy na łamach „DGP” interpelację Urszuli Nowogórskiej (PSL), która, powołując się na środowisko pszczelarzy liczące blisko 100 tys. osób, pisała o nierównej konkurencji rodzimych producentów z zagranicznym miodem niższej jakości. Na tę interpelację Ministerstwo Rolnictwa odpowiedziało, wskazując jednak przede wszystkim właśnie na mające już niedługo wejść w życie nowe przepisy „dyrektyw śniadaniowych”. ©℗

Produkcja miodu w Polsce
Produkcja miodu w Polsce
Martyna Mroczek-Kowalik
Dziennikarka działu "Firma i Prawo" w "Dzienniku Gazecie Prawnej"



