Personel i Zarządzanie 5/2005 z 01.05.2005, str. 113
Data publikacji: 28.06.2018
Przegląd prasy zagranicznej
Moja wina, moja wina...
http://www.entrepreneur.com
Coraz więcej menedżerów otwarcie przyznaje się do błędów w zarządzaniu firmą, co w efekcie umacnia jej i ich pozycję - pisze Chris Penttila w marcowym numerze miesięcznika „Entrepreneur”. Przypisywanie sobie zasług za wszystko co dobre w firmie i zrzucanie winy za wszelkie grzechy na innych uchodziło przez dziesięciolecia za standard zachowania w polityce i biznesie. W ostatnim czasie jednak rosnąca liczba szefów skłonna jest uderzać się we własne piersi za ewentualne niepowodzenia. Dyrektor generalny Cisco Systems, John Chambers przeprosił swoich współpracowników za zaniedbywanie ich potrzeb. Szef Citigroup, Charles Prince pojechał ubiegłej jesieni do Japonii, by publicznie pokłonić się i złożyć przeprosiny za regulacyjne nieprawidłowości bankowego giganta. Jednocześnie prezes General Electric, Jeff Immelt ustanowił publiczne sprawozdania finansowe firmy, podkreślając: „Dzisiaj być wielką firmą oznaczą być firmą dobrą”.
O dobrej sławie szefa firmy decyduje dziś jego wiarygodność. Trend do przepraszania szczególnie rzuca się w oczy. Słowa „głęboko żałuję” stały się wszechobecne - mówią analitycy ds. reputacji firm. Gotowość do ponoszenia odpowiedzialności otwiera listę najbardziej obecnie pożądanych cech menedżera. Gdyby w owianym aurą skandalu Enronie ktokolwiek przyznał się, że koncern wykreował kulturę, która w końcu na nim się zemściła, ludzie okazaliby większą wyrozumiałość. Tak się jednak nie stało, gdyż nikt nie powiedział po prostu: „Przesadziliśmy” - twierdzą eksperci. W efekcie prestiż nie tylko szefów Enronu, ale wszystkich liderów przemysłu doznał głębokiego uszczerbku. W najnowszym sondażu Gallupa szefowie biznesu znaleźli się dopiero na 17 miejscu wśród 21 najbardziej etycznych i uczciwych kategorii zawodowych.
Przeprosiny dają często firmom możność zaleczenia urazów i zminimalizowania ewentualnych odszkodowań. Ze względów prawnych, eksperci doradzają dyrektorom wyrażanie raczej słów ubolewania niż jawnych przeprosin, zwłaszcza, że efekt jest ten sam. W biznesie, jak w życiu, większość ludzi chce mieć do czynienia z osobami, które ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny. - mówi 43-letni Bob Weinschenk, szef firmy Britestream Networks z Teksasu, produkującej zabezpieczenia do systemów komputerowych. Weinschenk osobiście przeprosił niedawno swoich klientów za podawanie przesadzonych danych o możliwościach technologicznych firmy, która nie była w stanie spełnić wszystkich zamówień i oczekiwań. Zapewnił też, że w przyszłości będzie unikał podobnych błędów.

