Eliminowanie wewnętrznych przeszkód
Rozmowa z Johnem Whitmore''em, prezesem Performance Consultants International, pionierem coachingu
l Czy coaching i wyścigi samochodowe mają ze sobą coś wspólnego? Czy łączy je tylko Pana osoba?
W przypadku większości form aktywności człowieka najwyższy poziom umiejętności staje się formą sztuki - i to takiej, którą można ciągle doskonalić. Coaching, podobnie jak wyścigi samochodowe, wymaga dużej dozy świadomości i odpowiedzialności; w obydwu dziedzinach błąd może doprowadzić do skrzywdzenia innych. Z drugiej strony, jeżeli jesteś w nich naprawdę dobry, może to być źródłem dużej satysfakcji. Niektórzy kierowcy rajdowi są filozofami-amatorami, choć zwykle tego nie rozgłaszają.
l Jest Pan uważany za ojca chrzestnego coachingu. Jak do tego doszło? Co sądzi Pan o swoim dorastającym chrześniaku?
Wynika to po części z faktu, że 25 lat temu byłem jedną z niewielu osób zajmujących się tą dziedziną. Pomogła mi w tym również książka pt. „Coaching for Performance”, którą napisałem w 1992 roku i która szybko stała się bestsellerem, przetłumaczonym na dwadzieścia kilka języków. W wielu krajach była to pierwsza i przez długi czas jedyna pozycja traktująca o coachingu w miejscu pracy. Podejrzewam jednak, że tak naprawdę zyskałem miano ojca chrzestnego coachingu dlatego, że bardzo aktywnie promuję zawód coacha wszędzie, gdziekolwiek jestem - a robię to, ponieważ to, co oferuje coaching, wydaje mi się bardzo ważne w dzisiejszym niespokojnym świecie. Mówiąc najogólniej, jestem dumny z tego, jak rozwija się mój „chrześniak”.


