Gazeta Samorządu i Administracji 2/2004 z 19.01.2004, str. 53
Data publikacji: 02.07.2018
Ustawa o planowaniu przestrzennym jest kompromisem między ochroną interesu publicznego a prywatnego
Rozmowa z architektem i urbanistą, GRZEGORZEM BUCZKIEM, pracownikiem naukowym Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej
• Nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym obowiązuje już od kilku miesięcy. Pojawiają się też wobec niej pierwsze zarzuty. Co, według Pana, który pracował przy przygotowywaniu projektu ustawy, jest jej największą słabością?
- Jej niekonsekwencja. Wyraża się ona w zbyt dużym przyzwoleniu - co nie było intencją autorów projektu - na realizację inwestycji w sytuacji braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Podstawowym narzędziem zarządzania przestrzenią, podstawą przestrzegania ładu przestrzennego, ustalania warunków zabudowy i sposobu zagospodarowania miał być plan. I tylko jako wyjątkową sytuację projekt ustawy dopuszczał decyzję o warunkach zabudowy. Projekt dopuszczał taką decyzję tylko w przypadku inwestycji innych niż inwestycje celu publicznego, a założenie było takie, że jeżeli nie ma planu, to nie ma lokalnych inwestycji celu publicznego, tzn. gmina sama może zrezygnować czy zablokować sobie możliwość realizowania takich lokalnych inwestycji. Natomiast wójt, burmistrz lub prezydent nie mógł, według projektu, zablokować ponadlokalnych inwestycji celu publicznego. Istniało bowiem rozwiązanie o tzw. rozporządzeniu zastępczym. Polegało ono na tym, że w przypadku braku planu miejscowego i wobec niemożności uzyskania pozwolenia na budowę ponadlokalnej inwestycji celu publicznego, wojewoda mógł wezwać wójta do sporządzenia planu. Jeżeli wójt takowego by nie sporządził, to wojewoda mógł sporządzić plan w trybie rozporządzenia zastępczego, a konsekwencje finansowe takiego trybu i tak ponosiłaby gmina. Gdyby taki przepis istniał, to wydawanie decyzji o lokalizacji inwestycji celu publicznego jest zbędne. Miało tak być dlatego, że jak gmina chce mieć lokalne inwestycje celu publicznego, to sporządzi plan, a jak go nie uchwali - to ich nie będzie miała, natomiast nie może przeszkodzić innym w realizacji ponadlokalnych inwestycji tego typu czy inwestycji pozostałych - niepublicznych. Jednak w procesie ustawodawczym zrezygnowano z takiego zapisu, uznając, że ważniejsza jest inwestycja celu publicznego niż powszechne sporządzanie miejscowych planów zagospodarowania. A więc ustawa w ostatecznym kształcie, nawet przy tych ograniczeniach, które się wiążą z wydawaniem decyzji o warunkach zabudowy i organizacji inwestycji celu publicznego, „rozluźnia” obowiązek poszanowania ładu przestrzennego i ułatwia rozpraszanie zabudowy, zwłaszcza przemysłowej.
