Gospodarka społeczna to ruch na rzecz kreowania przedsiębiorczości
Rozmowa z Jackiem Kwiatkowskim, dyrektorem Wydziału Programów i Projektów FRDL Małopolskiego Instytutu Samorządu Terytorialnego i Administracji, kierownikiem Projektu „Możemy Więcej - Partnerstwo na rzecz spółdzielni socjalnych”
l Wraz z uchwaleniem ustawy o ekonomii społecznej i stworzeniem możliwości zakładania spółdzielni socjalnych rozgorzała dyskusja dotycząca zasadności kreowania wspieranych miejsc pracy, nierównego traktowania przedsiębiorców. Czy zwolennicy twardej rynkowej gry mają rację?
- Ekonomia społeczna, a właściwie gospodarka społeczna, to cały ruch na rzecz kreowania przedsiębiorczości, w tym jego szczególnej formy, jaką jest przedsiębiorczość społeczna. Pojęcie gospodarki społecznej być może w Polsce jest nowe, ale zjawisko, jakie się pod tym pojęciem kryje, nowością już nie jest. Swoistego rodzaju moda na ekonomię czy gospodarkę społeczną pojawiła się niedawno, ale wzmocnienie uzyskała w chwili rozpoczęcia realizacji Programu Inicjatywy Wspólnotowej EQUAL (PIW EQUAL) w Polsce. Wtedy to ożywiła się dyskusja, czym jest gospodarka społeczna i jakie są jej związki z organizacjami pozarządowymi, czyli tzw. III sektorem, na ile koresponduje ona z działalnością sfery publicznej, a na ile bezceremonialnie wchodzi w obszar zagwarantowany dla wolnej inicjatywy gospodarczej jednostek, a więc dla liberalnej, konkurencyjnej gospodarki. Gospodarka społeczna - w pewnym uproszczeniu - to wszelkie te inicjatywy, które z jednej strony, kreują nowe miejsca pracy o nieco specjalnym wymiarze, a z drugiej, tworzą system wsparcia dla podmiotów zajmujących się tworzeniem owych „specjalnych” miejsc pracy. Mówiąc o konkretach, trzeba przywołać takie przykłady, jak: tworzenie własnych firm przez przedsiębiorcze osoby bezrobotne, tworzenie miejsc pracy dla osób niepełnosprawnych czy zakładanie - tak niezwykle popularnych ostatnio - spółdzielni socjalnych. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich tych podmiotów jest wspomniany specjalny wymiar miejsca pracy. Mamy tu bowiem do czynienia z tworzeniem miejsc pracy dla osób, które z różnych powodów nie mogą lub mają ograniczone szanse znaleźć pracę na tzw. otwartym rynku pracy; muszą więc szukać alternatyw. Jeśli ich nie ma, prężnie rozwijać się będzie szara strefa lub - w najgorszym przypadku - wszelkiej maści patologia społeczna. Te różne powody, dla których pewne grupy osób nie mogą znaleźć wprost miejsc pracy, to najczęściej brak lub choćby niskie kwalifikacje w stosunku do wymaganych na konkurencyjnym rynku pracy, słaby rozwój gospodarczy lub recesja i brak ofert pracy na lokalnym rynku, czynniki psychofizyczne, typu niepełnosprawność, bądź czynniki społeczne, takie jak długotrwałe bezrobocie, długotrwała choroba, konieczność opieki nad osobami zależnymi, konflikt z prawem, emigracja lub imigracja itp. Tych czynników, powodujących, że mamy do czynienia z osobami, których kwalifikacje i doświadczenie nie są dostosowane do wymogów otwartego rynku pracy i jego rozmiarów, jest zdecydowanie więcej niż tych, które wymieniłem, i nawet tych, które jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Rzeczywistość jest bardzo zaskakująca, co unaoczniła realizacja projektów PIW EQUAL. Niestety, z tymi wszystkimi problemami nie zawsze radzą sobie samorządy lokalne lub szerzej - administracja publiczna. Dlatego coraz częściej mówimy o wykluczeniu całych grup społecznych z rynku pracy i braku dobrych metod inkluzji, insercji społecznej, czyli ponownego włączenia tych osób do aktywności zawodowej w sposób trwały. Tym wszystkim zajmuje się gospodarka społeczna rozumiana jako istotny czynnik kreowania lokalnego i regionalnego rozwoju społeczno-gospodarczego.

