Czy Strat będzie obciachem?
Spór o prawa do najpopularniejszej gitary elektrycznej świata przerodził się w biblijne wręcz starcie korporacyjnego Goliata z rzeszą Dawidów

Myślę, że rok 2026 zapisze się w historii jako jeden z najbardziej ekscytujących oraz interesujących lat Fendera – oświadczył w styczniu nowy prezes korporacji Edward „Bud” Cole. I niespełna pół roku później można powiedzieć, że miał rację: firma stanęła w obliczu furii klientów, rozgoryczenia środowiska lutników oraz ryzyka, że z jej produktów zrezygnują – przynajmniej niektórzy – artyści.
Niszczycielska lawina przetoczyła się w zaledwie kilkadziesiąt godzin, może kilka dni, na początku maja. Wtedy do lutników i firm gitarowych popłynęły przedprocesowe wezwania wysłane przez Fender Musical Instruments Corporation (FMIC) z żądaniem zaprzestania produkcji lub wyrabiania gitar kopiujących kształt modelu Stratocaster oraz zniszczenia istniejących, niesprzedanych egzemplarzy takich gitar. O ironio, akcja wysyłania pism cease-and-desist objęła wyłącznie lutników i firmy z USA oraz Europy – łatwy cel w porównaniu z pracującymi pełną parą fabrykami produkującymi tanie podróbki choćby w Azji.
Cole, pozujący wcześniej na „jednego z nas” – zaplatający długie włosy w mocno ściśnięty kucyk, chętnie fotografujący się z gitarami, na tle ścian wzmacniaczy, przedstawiający się jako tekściarz, zapowiadający rocznicowe limitowane serie najpopularniejszych modeli gitar – nagle znalazł się na celowniku środowiska muzyków i rzemieślników. „Ten facet nie jest jednym z nas. Mógłby sprzedawać wszystko i wszędzie” – to jeden z tych subtelniejszych komentarzy podkreślających, że Cole wcześniej pracował (zgodnie z oficjalnym biogramem ze strony FMIC) dla marek LVMH, Ralph Lauren, QVC czy Pernod Ricard. „Koleś urodził się po to, by być skorumpowanym gliną” – docinał autor innego. Instrumentom z kolei wytykano zawyżone ceny, niedoróbki, nadużywanie statusu kultowej gitary. „To niezbyt dobre instrumenty” – kwitował jeden z lutników. „Rezygnujemy z serwisowania i napraw gitar Fendera” – dorzucał kolejny warsztat.

