Pochwała podróży
Przez tysiąclecia zmieniły się metody pokonywania dużych odległości, bezpieczeństwo i wygoda wypraw, a także powody, dla których ruszamy w drogę

Podróżowanie było – i nadal jest – przywilejem. Żeby móc wędrować, trzeba się urodzić w odpowiednim czasie i miejscu, mieć wystarczające środki finansowe i dostęp do dokumentów uprawniających do wyjazdu. Nawet u nas jeszcze kilka dekad temu nie było to oczywistością. Podróżowanie jest też istotnym elementem rozwoju cywilizacyjnego. Dzięki wyjazdom nawiązujemy nowe kontakty, zyskujemy szersze perspektywy. Nie bez przyczyny historyk Antoni Mączak uważał, że podróżowanie odegrało w historii ludzkości rolę równie istotną, co wynalazek Johannesa Gutenberga.
Podróż i opowieść
To była wymarzona wyprawa Jana Parandowskiego. Jeździł już wcześniej po świecie. Z rozrzewnieniem wspominał pierwszy wyjazd nad morze, w trakcie którego realizował swoje robinsonowskie tęsknoty, i pierwszą jazdę pociągiem, z której zapamiętał przestrzeń rozpościerającą się po obu stronach torów. Ale teraz miało być inaczej, bardziej intensywnie. Gdy w porcie w Konstantynopolu – to był rok 1925, dopiero za pięć lat miasto stanie się Stambułem – wsiadł na statek mający zawieźć go do Hellady, z emocji nie mógł później zasnąć. „Byłem wypełniony Grecją, jej historią, sztuką, myślą, zdarzały się chwile, że obumarła składnia języka greckiego rozrastała się w mózgu do potęgi jedynie możliwego wyrażania uczuć” – pisał w „Dwóch wiosnach”, reportażu będącym zapisem z tamtej podróży. Rankiem wyszedł na pokład. Przed nim rozpościerało się Morze Egejskie. Z dziecięcą nieomal radością przesuwał wzrok po falach, w których mieniło się słońce. Wiele z tego, co wtedy dostrzegł, wpisywało się w obraz żyjący w jego głowie od lat. Zarówno pas o fiołkowym odcieniu, unoszący się hen na widnokręgu „tak jak to widział Homer”, jak i delfiny, „pradawne, opiekuńcze zwierzęta mórz greckich – rumaki srebrnonogich nereid”, jeden po drugim wyskakujące nad wodę.

