Personel i Zarządzanie 10/2003 z 16.05.2003, str. 28
Data publikacji: 26.06.2018
Życie z em-bi-ejem
Niektórzy decydują się na studia, bo wierzą, że dyplom MBA to paszport do szybszej kariery i większych pieniędzy. Inni, jeszcze przed rozpoczęciem studiów mają jedno i drugie, ale uważają, że wysokie stanowisko zobowiązuje, aby ciągle wiedzieć więcej niż podwładni. Są też tacy, którzy zwyczajnie nie radzą sobie na rynku pracy i oczekują, że studia w cudowny sposób uleczą ich życie zawodowe.
Barbara DZIEPAK
Autorka jest dyrektorem zarządzającym w Konsorcjum Przedsiębiorstw Prywatnych oraz członkiem-założycielem Klubu Absolwentów MBA.
Kontakt: barbara.dziepak@interia.pl
Prawda o karierze absolwentów jest taka, że wcześniej czy później studia okazują się dodatkowym atutem na rynku pracy, ale pod warunkiem, że szczęśliwy posiadacz dyplomu zadba również o odpowiednie doświadczenia praktyczne i będzie miał na swoją karierę jakiś pomysł.
Przepustka do wielkiej kariery?
Pomysłu z pewnością nie miał na przykład z zawodu informatyk, który w ciągu dwuletnich studiów nie potrafił ostatecznie podjąć decyzji, czy bardziej czuje się menedżerem, czy wysokiej klasy specjalistą IT. W rezultacie na wszystkich rozmowach rekrutacyjnych zapewniał potencjalnych pracodawców, iż pragnie harmonijnie połączyć możliwość zarządzania ludźmi z intensywnym doskonaleniem swoich umiejętności technicznych i wykonywaniem zadań typowych dla ambitnego specjalisty - informatyka. Efekt - prawie rok bezrobocia po obronie dyplomu MBA w jednej z bardziej prestiżowych szkół biznesu, gdyż żaden z dyrektorów personalnych nie zaryzykował zatrudnienia menedżera, który pragnął zarządzać zza monitora komputera, zaś informatyk z dyplomem menedżerskim nie był po prostu nikomu potrzebny.

