Syndrom Czerwonej Królowej
Doświadczenie uczy nas, że pewne w życiu są jedynie dwie rzeczy: śmierć i podatki. W ostatnich latach coraz większe grono ludzi związanych z biznesem dochodzi do wniosku, że jest jeszcze jedno, czego możemy być pewni. To zmiana. Te trzy procesy są z jednej strony nieuchronne, a z drugiej niezbyt mile widziane. Stąd widoczna w praktyce biznesowej tendencja do odwlekania zmian tak długo, jak to możliwe. Z jakim skutkiem?
Krzysztof Pilarczyk
Autor jest trenerem w firmie DOOR Poland
Kontakt: krzysztof.pilarczyk@door.com.pl
Efekt takiego postępowania można łatwo przewidzieć. Spóźniona zmiana, podobnie jak urząd skarbowy wcześniej czy później zapuka do drzwi. A wówczas należy liczyć się z „odsetkami karnymi” w postaci utraty części znaczących klientów, osłabienia pozycji konkurencyjnej. W konsekwencji następuje spadek zysków i rentowności. Firma znajduje się w tzw. stanie ugrzęźnięcia. Michael Porter charakteryzuje taki stan jako sytuację, w której firmie brakuje udziału w rynku, zatem brakuje pieniędzy na rozwój i inwestycje, jednocześnie brakuje odwagi i zdecydowania w podejmowaniu radykalnych zmian. Firma tkwi w pułapce, coraz bardziej osłabiona i osaczona przez konkurencję, niezdolna do samodzielnego wydobycia się z „grzęzawiska”. Powoli kona, aby wreszcie wyzionąć ducha, które ma formę bankructwa lub w najlepszym przypadku przejęcia przez inną firmę. To ostatnie często oficjalnie nazywane jest fuzją, aby złagodzić cierpienie i śmierć przejmowanych firm.
Ile upadłych lub przejętych firm mogłoby dalej funkcjonować, gdyby wykazano więcej odwagi i determinacji do szybkiego wprowadzenia w odpowiednim momencie niezbędnych zmian? Być może lekarstwem byłoby wprowadzenie jako lektury uzupełniającej w szkołach biznesu i na kursach zarządzania książki Lewisa Carrolla „Alicja w krainie czarów”. Przyszli biznesmeni i menedżerowie mieliby za zadanie nauczyć się na pamięć fragmentu opisującego syndrom Czerwonej Królowej:

