Ścieżki rozwoju HR-owców
20 lat temu termin "HR-owiec" brzmiał na polskim rynku jak zagadka. Niepotrzebne było branżowe wykształcenie, aby pracować w działach kadr, funkcjonujących raczej jako działy administracyjno-organizacyjne. Kompetencje i doświadczenie nie były też najważniejsze. Zupełnie odwrotnie niż dzisiaj.
Są lata 90. Zawód HR-owca tak naprawdę jeszcze w ogóle nie istnieje. Pracownicy działów administracyjnych zajmują się sprawami kadrowymi. - Nierzadko takie obowiązki spoczywały na sekretarce prezesa firmy, która w ten sposób awansowała. Wielu dzisiejszych dyrektorów personalnych to osoby, które wówczas trafiały do branży przez przypadek. W tamtych czasach wszystko, co robiliśmy, było nowe, pierwsze, szliśmy trochę po omacku - wspomina Stanisław Wojnicki, inicjator, współtwórca i pierwszy prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami (przez dwie kadencje w latach 1994-2000), pracujący w obszarze HR od ponad 20 lat zarówno na polskim, jak i zagranicznych rynkach.
- Status stanowisk personalnych był niski. Wpływ kadrowców na politykę firm bardzo ograniczony. Prestiż zawodu HR-owca rósł stopniowo, a wraz z nim zmieniały się oczekiwania co do kompetencji zawodowych i osobistych kandydatów. Wraz z pojawianiem się międzynarodowych organizacji na polskim rynku ustalały się coraz wyższe standardy wykształcenia i umiejętności - opowiada Agnieszka Flis, partner i współzałożyciel firmy doradczej Advisory Group TEST Human Resources.

