Stagnacja czy rozwój?
W dawnych modelach zarządzania pracownicy i siła robocza stanowili koszty produkcji, które dla maksymalizacji zysków należało redukować i kontrolować. Obecnie powinni być oni traktowani jako zasoby i kluczowe czynniki rozwojowe. Pokazują to badania przeprowadzone wśród przedsiębiorców. Im więcej inwestycji w kadry, tym lepsza kondycja firm. Jak radzą sobie z takim podejściem polskie przedsiębiorstwa? W których branżach najchętniej dba się o rozwój pracowników?
Kiedy w wieku 40 lat Henry Ford został szefem i jednym z udziałowców fabryki samochodów, produkowano tam kilka pojazdów dziennie. Jego Ford T i taśma produkcyjna zrewolucjonizowały przemysł, a fordyzm i produkcja masowa szybko zdominowały inne sektory, narzucając na wiele lat fordowskie reguły zarządzania. Zakładał on maksymalizację efektywności pracy, poprzez skoordynowanie procesu produkcyjnego podzielonego na proste czynności, przy eliminacji zbędnych nawyków. W ten sposób pracownicy nie potrzebowali specjalnego przeszkolenia, a jedynie wprowadzenia do maksymalnie uproszczonych procedur.
To, co było siłą fordyzmu, stało się jednocześnie przyczyną jego końca. Trudno sobie dziś wyobrazić odnoszącą sukces rynkowy firmę postępującą według tych maksym. Rosnący dobrobyt społeczeństwa rozwinął konsumpcjonizm oraz zróżnicowane potrzeby i sprzeciw klientów wobec masowej produkcji. Współczesny klient oczekuje produktów i usług dopasowanych w pełni do jego potrzeb indywidualnych mających wysoką jakość. Dziś Henry Ford nie mógłby powiedzieć, że może dostarczyć klientom każdy samochód w każdym kolorze, o ile jest to czarny Ford T.

