Wyprawa to teatr wyobraźni
Rozmowa z Tomkiem Michniewiczem, podróżnikiem, reportażystą, organizatorem wypraw, o tym, co daje firmie wyjazd ekstremalny i kiedy warto go zorganizować

Skąd u Pana fascynacja podróżami ekstremalnymi?
Z poczucia banalności tradycyjnej turystyki, w której z czasem większość przeżyć stała się dla mnie powtarzalna, spowszedniała. Poszukiwałem zmiany, która dostarczy mi intensywnych doświadczeń. To był także czas, kiedy zacząłem się zajmować ekstremalnym reportażem, wymagającym ode mnie podjęcia ryzyka, wyjścia poza strefę komfortu, narażania się. Właśnie z połączenia tych dwóch elementów zrodziła się moja fascynacja.
Organizuje Pan wyjazdy ekstremalne dla biznesu. Czego podczas takiego wyjazdu pracownicy mogą się nauczyć, a czego nie mogliby dowiedzieć się podczas szkolenia stacjonarnego?
Jest taka grupa pracowników, u których bardzo trudno wywołać zmianę, jeśli ciągle przebywają w tym samym otoczeniu – bezpiecznym i znanym sobie środowisku. Taki wyjazd wyrywa ich ze strefy komfortu. Tego nie da się osiągnąć podczas tradycyjnego szkolenia. Zabieramy pracowników w zupełnie inną rzeczywistość niż ta, w której poruszają się na co dzień. Do dżungli, na pustynię, do buszu. Na samym początku uczestnicy są tylko obserwatorami otoczenia, do którego trafiają, bo przywożą własne jedzenie, naładowany telefon, kamerę, apteczkę. Ale po jakimś czasie to wszystko się zużywa, parcieje na słońcu albo butwieje od wilgoci. Uczestnicy zaczynają tracić to poczucie bezpieczeństwa i w pewnym momencie, niepostrzeżenie, przekraczają granicę między obserwatorem a uczestnikiem. Nagle okazuje się, że aby przetrwać ten czas, trzeba zacząć myśleć

