Chęć działania zawsze we mnie jest
Rozmowa z Garym Johnem Bishopem, amerykańskim konsultantem szkockiego pochodzenia, autorem książki „Skończ z tym sh*tem! Przestań uprawiać autosabotaż i upomnij się o własne życie”

Mówi Pan o sobie „miejski filozof” (ang. urban philosopher). Co Pan przez to rozumie?
Właściwie to ktoś inny mnie tak nazwał, a mnie się spodobało, więc spytałem, czy mogę tego używać i otrzymałem zgodę. Jestem facetem z Glasgow – miasta z jednej strony przemysłowego, a z drugiej pięknego i pełnego życia, miasta z wielkim sercem. Wychowałem się w niebezpiecznej okolicy, w której nie żyło się łatwo. Nie miałem w dzieciństwie kontaktu z dziełami wielkich myślicieli. Poszedłem do szkoły podstawowej i średniej, a potem do pracy. Nie było mowy o studiach ani niczym takim.
Kiedy pisałem swoją pierwszą książkę, zastanawiałem się ciągle, czy ja bym tę książkę przeczytał. Co jakiś czas się zatrzymywałem, by powtórzyć sobie to pytanie, sprawdzić ponownie. I odpowiedź brzmiała: tak, przeczytałbym ją, przemawia do mnie to, co w niej powiedziano. Chcę dać ludziom coś, co niesie głębszy przekaz w codzienny, dobrze znany sposób. Daleki od czegoś, co jest zbyt wymyślną koncepcją, wymaga lat studiów i zdobycia ogromnej wiedzy, zanim da się zrozumieć. Bo przecież nie będę podsuwał tekstu Epikura gościowi z Filadelfii szukającemu lepszej pracy, prawda? Tak właśnie rozumiem „miejską filozofię” – jako coś, co każdy może z łatwością zrozumieć.
Jak zatem miejski filozof Gary John Bishop widzi świat biznesu?
Przede wszystkim jako świat potrzebujący dobrego, przemyślanego przywództwa. W świecie biznesu mówi się o tym zagadnieniu bardzo dużo i w większości jest to… sh*t. Ludzie dostają wskazówki typu „po pierwsze powinieneś zrobić to, po drugie to, a po trzecie tamto, bo właśnie po tym można poznać dobrego lidera”. Mam odmienne podejście. Według mnie przywództwo powinno dawać możliwość pozostania sobą. Przecież niemal każdy z nas ma koncepcję siebie jako lidera.

