Polowanie na Czerwony Październik
czyli korporacyjne gry na śmierć i życie
Rozmowa Piotra Sierocińskiego, właściciela firmy ceHR, z Leszkiem Mellibrudą, psychologiem społecznym i biznesu, o inspiracjach dla HR-owców, jakie płyną z twórczości filmowej

P.S.: Panie Leszku, dziś porozmawiamy o męskim kinie akcji, w tym o umiejętności podejmowania szybkich, ale trafnych decyzji, autorytecie przywódców oraz profesjonalizmie pozwalającym na przewidywanie ruchów konkurencji.
L.M.: Pamiętam, że podczas ostatniej naszej rozmowy obiecał Pan „Polowanie na Czerwony Październik”.
P.S.: Tak, to dość typowy amerykański dreszczowiec polityczny, ale na tyle ciekawie opowiedziany i świetnie zagrany, że zapadł widzom w pamięć i można powiedzieć, że stał się klasykiem gatunku.
L.M.: I co bardzo ważne, mimo upływu 30 lat zupełnie się nie zestarzał.
P.S.: Mamy tu do czynienia z korporacyjnym wyścigiem w budowaniu przewag konkurencyjnych. W roli konkurujących korporacji występują... marynarka wojenna (a właściwie rząd) ZSRR oraz marynarka wojenna (a tym samym również rząd) Stanów Zjednoczonych. Źródłem przewagi konkurencyjnej ZSRR jest tytułowy Czerwony Październik – nowoczesny okręt podwodny marynarki radzieckiej klasy Akuła (w nomenklaturze NATO: Typhoon). Największy, jaki w historii zbudowano. Ma 172 m długości, ponad 23 m szerokości oraz wyporność prawie 48 tys. ton. Porusza się pod wodą z prędkością do 27 węzłów oraz potrafi zejść na głębokość do 500 m. Jest uzbrojony w wyrzutnie pocisków balistycznych z głowicami jądrowymi R–39 o zasięgu strategicznym oraz w sześć wyrzutni torpedowych. Napędzany jest dwoma reaktorami atomowymi i co najważniejsze, na potrzeby fabuły filmu również w fikcyjny i ultracichy napęd magnetohydrodynamiczny.
L.M.: Czyli kupa złomu o zwinności tankowca, jeśli nie wspomnimy tu o perfekcyjnie wyszkolonej załodze.
P.S.: No właśnie – załoga to ok. 150 osób, od najbardziej doświadczonego litewskiego kapitana Marko Ramiusa – wychowawcy całej generacji podwodniackich dowódców

