Wielkie spiętrzenie czasu
Wszystkie świętości zostają w „Karawelach” podeptane – i bardzo dobrze, czasami tak trzeba. Zawsze mi brakowało podobnej prozy w polskiej literaturze

Trudno się przyznać do odczuwania Schadenfreude, ale jednak zawsze miło zauważyć, że nie tylko Polacy ulegli niegdyś mesjanistycznej gorączce. Również Portugalia miała być duchową przewodniczką narodów, stając na czele Piątego Imperium (po Asyryjskim, Perskim, Greckim i Rzymskim) i dbając o powszechny pokój oraz zbawienie całej ludzkości.
Król się nie zjawił
Niebiosa zresztą zaczęły składać obietnice Portugalczykom dużo wcześniej niż Polakom – już Afonsowi Henriquesowi, który miał później zostać pierwszym portugalskim królem, Chrystus ukazał się w przeddzień bitwy z Maurami pod Ourique w 1139 r. „[Chrystus] obiecał mu zwycięstwo, dając mu jednocześnie jako broń swój krzyż, pięć tarcz osłaniających jego rany i trzydzieści srebrników, za które sprzedał go Judasz. (...) Relacja o cudzie pod Ourique – o wydarzeniach związanych z powstaniem portugalskiego państwa, włączająca losy kraju w historię sacrum, oraz o portugalskim narodzie jako ludzie wybranym przez Bożą opatrzność – przez kolejne stulecia była niemal powszechnie obowiązującą wykładnią portugalskich dziejów” – pisze Mieczysław Jagłowski w bardzo ciekawej książce „Luzytania wyobrażona. Szkice o narodowym imaginarium Portugalczyków” (Scholar 2024).

