Wybuchowe Święto Pracy
Tradycja obchodzenia przez lewicę 1 Maja rodziła się u nas inaczej niż na Zachodzie. Wrogiem byli nie kapitaliści, lecz Rosjanie i służący im bandyci

„Ćwiczenia i nauka strzelania odbywały się w lesie helenowskim, raszyńskim, w Pyrach i gdzie tylko można było skryć się przed oczami szpicli” – tak przygotowania Organizacji Bojowej PPS do obchodów 1 maja 1905 r. wspominał Stanisław Andrzej Radek. Opisał je na kartach wydanej po odzyskaniu przez Polskę niepodległości książki „Rewolucja w Warszawie 1904–1909”.
Polska Partia Socjalistyczna zamierzała dać pokaz siły w dniu, który 16 lat wcześniej został ogłoszony Świętem Pracy przez II Międzynarodówkę. Obchodzono je w Europie Zachodniej i USA. Ale w Królestwie Polskim uczestnicy pierwszomajowego pochodu mogli być pewni, że w najlepszym razie rozpędzą ich nahajkami i szablami Kozacy. Jeśli zaś będą mieli pecha, staną się tarczami strzelniczymi dla rosyjskich żołnierzy. Kierownictwo PPS zaplanowało więc wzniecenie tego dnia w Warszawie strajku powszechnego. Zamkniętych w fabrykach robotników zamierzali ochraniać bojowcy PPS. „Tak nadszedł 1 Maja i po raz pierwszy w dziejach stał się świętem narodowym, sprawiając imponujące wrażenie” – zanotował Radek.
Lewica bez robotników
Zarówno marzący o niepodległej Polsce patrioci z PPS, jak i rewolucjoniści z SDKPiL pragnęli organizować pierwszomajowe demonstracje w Królestwie Polskim grubo przed 1905 r. Podobnie zresztą Żydzi z organizacji Bund oraz Poalej Syjon. Główną przeszkodą ku temu nie był wcale strach przed represjami ze strony rosyjskich władz, lecz obojętność robotników. Członek PPS Józef Dąbrowski w książce „Czerwona Warszawa przed ćwierć wiekiem” pisał, że „garstka rewolucjonistów «grzebała» w masie dość obojętnej i niezorganizowanej”.

