Nisza dla Polski
Nasze rozumienie zwycięstwa zależy od tego, jaki model państwa i relacji międzynarodowych przyjmiemy. Może ważniejsze niż zwycięstwo jest zwyciężanie albo nawet nieprzegrywanie?

Zdaniem byłego szefa Sztabu Generalnego gen. Rajmunda Andrzejczaka nasz program zbrojeniowy ma sens o tyle, o ile potrafimy zdefiniować, czym jest dla nas, dla Polski, zwycięstwo w ewentualnej wojnie z Rosją. Czuję się tym głosem nieomal wezwany do służby, bo jeśli w jednym zdaniu wyrazić wkład filozofii w ogólną kulturę intelektualną, to będzie to właśnie definiowanie pojęć podstawowych i czasem tak z pozoru oczywistych, że w codziennym nastawieniu nie stanowią przedmiotu namysłu.
Jedni powiedzą, że Rosji nie da się zwyciężyć, inni, że można. Jedni powiadają, że USA wygrywają z Iranem, a Rosja z Ukrainą, a inni, że wręcz przeciwnie. Tylko co w zasadzie znaczy zwyciężyć albo przegrać w każdym z tych przypadków? Rozumienie zwycięstwa zależy od sytuacji. Wiadomo, że w piłce nożnej trzeba strzelić więcej goli, ale nawet w sporcie sprawa nie zawsze jest tak oczywista. Przykładowo w boksie nie zawsze wygrywa się przez nokaut. Cóż dopiero, gdy chodzi o całe społeczności zorganizowane w postać państw, które spajają w niedoskonałą całość mnogość najróżniejszych interesów, ideologii i narracji.
Pojęcie zwycięstwa musi przynależeć do całościowej strategii państwa. Tej zaś w Polsce brak. Wezwanie do jej sformułowania ma charakter „ekumeniczny”, bo czyni je i wspomniany gen. Andrzejczak, wojskowy i były funkcjonariusz państwa, i odcinający się ostro od wszelkich publicznych instytucji Jacek Bartosiak, twórca i szef think-tanku Strategy and Future. Być może to znak, że powstał w tej sprawie jakiś szerszy konsensus. A skoro tak, to sprawa powinna angażować już nie tylko ekspertów, lecz także wszystkich obywateli. Stąd mój skromny głos.

